Oczy dookoła głowy - czyli nasz wielki powrót na trasę Mille Miglia!

Siedzę w pokoju hotelowym. Jest druga w nocy. W pokoju obok fotograf - Filip Blank - obrabia zdjęcia, które możecie zobaczyć w tej relacji, a operator i montażysta - Szymon Dudka - montuje film, ten, który jest do niej dołączony. Dzisiaj przejechaliśmy jedynie jakieś 300 kilometrów, ale i tak jesteśmy mocno zmęczeni. A to dopiero początek!

Za moim oknem słyszę dźwięk silnika wyścigówek, które dokonujący tzw. nocnych czynności serwisowych mechanicy, przeganiają główną, usianą hotelami ulicą Cervii. Oni też jeszcze długo nie pójdą spać. Jesteśmy nad morzem, na wschodnim wybrzeżu Włoch. Miejscu, w którym zupełnie płynnie jeden kurort przechodzi w drugi, zabudowując nadbrzeże hotelami, wyglądającymi jak białe implanty zębów w ustach 80-letniego milionera. Tu jest takich sporo, więc wybaczcie analogię.

Jeśli się wychylę i wyjrzę na zewnątrz, przez okno zobaczę wartą wiele milionów euro replikę Bentleya Speed Six tzw. "Blue Train Special", którym "Bentley Boy" - Woolf Barnato - ścigał się z pociągiem "Le Train Bleu", przemierzającym Francję z Cannes do Calais. Ścigał się i wygrał. Obok stoi Ferrari 212 Vignale z silnikiem o pojemności 2,5 litra i dwunastu cylindrach, za nim Fiat "Otto Vu" - co znaczy po prostu V8 - z fikuśnym aerodynamicznym nadwoziem. A mnie się w głowie kręci i nie wiem czy to wrażenia, czy może się tylko nawdychałem spalin.

Ale po kolei. Do Włoch przyjechaliśmy odrobinę spóźnieni, na wieczór przed dniem startu. Już wcześniej, właściwie od dwóch dni, odbywały się różne odbiory techniczne oraz inspekcje 450 pojazdów, które biorą udział w tej edycji rajdu. Inspekcje wyjątkowo drobiazgowe, sprawdzające oryginalność samochodów do najmniejszej śrubki i przewodu.

Przyjechaliśmy do Brescii oczywiście po to, by śledzić poczynania Perlage Team - czyli zespołu należącego do jednego ze sponsorów Mille Miglia - naturalnej wody mineralnej Cisowianki Perlage . Za tym teamem przejedziemy tu 1700 kilometrów na trasie Brescia - Rzym - Brescia, w rajdzie, który kiedyś został przez Enzo Ferrariego nazwany "najpiękniejszym na świecie". Perlage Team to Dorota i Krzysztof Weka. Jedyna w tym roku całkowicie polska załoga. Na starcie 91. Mille Miglia stanęli już po raz trzeci, i po raz trzeci też zupełnie - w pewnym sensie - nowym samochodem - Astonem Martinem DB2 z 1952.

To nie przypadek. W 1951 i 1952 roku właśnie takie Astony wygrywały w Mille Miglia klasę do 3 litrów pojemności. Tommy Wisdom i Anthony Hume podróżowali nimi te dwa lata z rzędu w garniturach i melonikach. Samochód wystawiany przez Perlage Team, co prawda nigdy w wyścigu Mille Miglia nie jechał, ale za to dzisiaj zaliczył swój pierwszy, udany występ w rajdzie, który powstał z jego legendy.

Autor: Filip Blank

Źródło: Mille Miglia 2018

Ponieważ to opowiadanie zacząłem trochę od końca to od razu dodam, że na mecie dzisiejszego odcinka - w Cervia Milano Marittima - Aston Perlage Team zameldował się z jedyną minutą kary. W Ferrarze zlokalizowany był punkt kontroli, na który zawodnicy musieli przyjechać w odpowiednim czasie podanym przez organizatora. W tym właśnie miejscu doszło do niezrozumiałej sytuacji - znany kierowca rajdowy Walter Röhrl, który startuje Porsche 356 Carrera z 1956 roku dwa numery przed Astonem Martinem, stanął w taki sposób, że kolejni za nim nie mogli podjechać w wyznaczonym czasie. W efekcie tego załoga zespołu Perlage Team otrzymała karę za minutę spóźnienia.

Ale to okazało się na mecie. A co działo się wcześniej? Wcześniej samochody były plombowane, czyli zabezpieczane tak, by nie można było po technicznej inspekcji wprowadzić im jakichkolwiek modyfikacji i uczestniczyły w paradzie, wiodącej przez centrum Brescii i słynną Piazza della Vittoria. Około godziny 12 lunch na terenie Museo Mille Miglia, a punktualnie o 14:30 na trasę rajdu wystartował pierwszy samochód.

Dziś wiodła ona przez Sirmione nad jeziorem Garda, Parco Giardino Sigurtà - 60-hektarowy, romantyczny park krajobrazowy z niesamowitą aleją róż i labiryntem grabowym, Mantuę i rządzoną przed laty przez ród Estów Ferrarę. W końcu po punktach kontroli czasu w Comacchio i Ravennie wreszcie, wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek właśnie tu, w Cervii Milano Marittima niedaleko słynnego Rimini.

450 załóg, startujących co 30 sekund to całkiem niezła kawalkada pojazdów. Oczywiście Mille Miglia odbywa się w warunkach normalnego ruchu, w związku z tym zmieścić się w zadanym czasie, czy pokonać odcinek z określoną średnią jest szalenie trudno. Pomagają w tym, legendarne już chyba eskorty policji, z których my jako media również korzystamy, sprawiające, że wszelaki cywilny ruch rozstępuje się przed oklejonym nalepkami samochodem, jak rozpływająca się ławica ryb (ach, mieć coś takiego w Warszawie, podczas porannej jazdy w korku). Plusem są też wiwatujące tłumy, które ustawione są tu właściwie praktycznie wzdłuż każdej drogi, jaką przebiega impreza.

By pokazać ogrom imprezy, oraz różne klasy (czy też różny wiek) startujących w Mille Miglia pojazdów, czasem media muszą coś ominąć. Dzisiaj np. ominęliśmy gigantyczne gradobicie w Ferrarze, które bardzo dało się we znaki wszystkim uczestnikom podróżującym w otwartych samochodach. Lało i waliło lodem z taką częstotliwością, że podobno można było stracić zęby. Nie chciałbym przez takie warunki jechać bezcennym Ferrari 166MM, czy lekką, otwartą Cisitalią 202 Spider Nuvolari. Podobno samochody takie mają w podłodze wywiercone dziury do odprowadzania wody. Jutro to sprawdzę.

Udało nam się przejechać, tuż za Astonem DB2 Perlage Team przez cały park Sigurtà. Niesamowite przeżycie - szybkie przeciskanie się szerokim, nowoczesnym autem, po bardzo wąskich parkowych alejkach. A przecież nasz samochód jest dużo węższy, od startujących tu amerykańskich krążowników szos: lincolnów i chryslerów. W ekspresowym tempie, goniąc jednego z moich ulubionych kierowców rajdowych wszechczasów - Waltera Röhrla zwiedziliśmy też Mantuę. Walter jedzie w Mille Miglia drugi raz, za kierownicą Porsche 356 i nie bierze jeńców - trudno się za nim utrzymać nawet mocnym, nowoczesnym samochodem. W Ravennie odkryłem, że w Mille Miglia jedzie sporo załóg złożonych z samych kobiet, ale o tym jeszcze opowiem przy następnej okazji.

No właśnie... kogo jeszcze wypatrzyłem na starcie Mille Miglia 2018? Jest Simon Kidston, słynny w świecie zabytkowej motoryzacji syn kolejnego "Bentley Boy" - Glena Kidstona. Jest Derek Hill, kierowca wyścigowy i syn Phila Hilla, mistrza świata Formuły 1. W teamie startującym Mercedesami 300SL Gullwing z muzeum Mercedesa, oraz wypożyczonymi z firm takich jak HK Engineering i Kienle, startują legendarny Jochen Mass i były kierowca F1 Adrian Sutil. À propos Adrianów... niespodzianką na starcie tegorocznego Mille Miglia jest udział... Adriana Brody'ego, czyli zdobywcy Oskara za pierwszoplanową rolę męską, w filmie Romana Polańskiego "Pianista", w którym zagrał Władysława Szpilmana. Jedzie on w teamie z kierowcą wyścigowym Timo Bernhardem, który dla Porsche startuje w Le Mans. Jest tu gdzieś jeszcze słynny Jackie Ickx - i to nie literówka, tylko nazwisko kolejnego byłego kierowcy F1.

No właśnie. To jest chyba sedno dzisiejszej relacji. Mille Miglia to rajd wyjątkowy i to na skalę światową! Łączący w sobie emocje związane z zaciętą, sportową rywalizacją, piękno włoskich krajobrazów (i smak jedzenia), doznania estetyczne i akustyczne związane z obcowaniem z wyjątkowymi maszynami - często budowanymi w pojedynczych egzemplarzach - z włoskim "dolce vita" przyciągającym znanych i lubianych tego świata, tych, którzy nie boją się zmęczenia i wyzwań związanych z prowadzeniem trudnych samochodów.

À propos zmęczenia. Muszę wstać za 3 godziny. Trzymajcie kciuki za nas i Team Perlage! Do usłyszenia jutro.

Poleć tę relację znajomym
Udostępnij Tweetnij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.