PARTNER SERWISU

WP - moto

Na czym polega wyścig Mille Miglia? (I dlaczego zwycięstwo w nim jest takie trudne?)

Po przejechaniu klasycznym wozem wyścigowym tysiąca mil biegnącej wokół Włoch trasy Mille Miglia zwycięzcą może czuć się każdy. Ale nie zapominajmy, że oprócz przygody życia dla uczestników ważny jest też element rywalizacji. I choć wyścigów na regularność jest na świecie wiele, ten jest bodaj najbardziej wyjątkowy i to z więcej niż jednego względu.

12.05.2017

Oryginalna Mille Miglia z lat 1927-1957 była wyścigiem. Zawodnicy startowali wczesnym rankiem z Brescii w minutowych odstępach, a wygrywał ten, kto po zameldowaniu się w Rzymie dotarł z powrotem do miejsca startu w najkrótszym czasie. Gdy walka o jak najszybszy przejazd stała się zbyt niebezpieczna, w 1977 roku legendarne wydarzenie powróciło w nowej formie – popularnego w środowisku zabytkowej motoryzacji wyścigu na regularność.

Brzmi to jak możliwie najmniej ekscytujący sposób jazdy samochodem, ale wcale takie nie jest. Nawet w tej współczesnej formie, Mille Miglia jest bezlitosnym sprawdzianem dla talentu i wytrzymałości startujących załóg i ich samochodów. Choć uczestnicy muszą się naprawdę postarać i wyłożyć niemałe pieniądze, by znaleźć się na starcie w Brescii, nie przyjeżdżają tu na romantyczną eskapadę wychuchanymi klasykami. Przez kolejne cztery dni czeka na nich walka z pogodą, zmęczeniem, usterkami i licznymi niebezpieczeństwami, które czają się na każdej z tysiąca mil rywalizacji. Choć w obecnym Mille Miglia już nikt nie ryzykuje swojego życia, nie każdy samochód dojeżdża do mety w jednym kawałku – taryfy ulgowej nie mają nawet te warte miliony, najcenniejsze okazy, o czym nierzadko mogą się naocznie przekonać kibice.

Obiektywny świadek musi naprawdę zachodzić w głowę, dlaczego przyzwyczajone często do luksusowego życia znane osobistości i kolekcjonerzy z całego świata narażają się tutaj na takie ryzyko i zrywają się wcześnie rano, by pokonywać kolejne setki kilometrów w swoich spartańskich wozach wyścigowych, bo choć niektóre ze startujących maszyn wyglądają niewinnie, każda z nich ma w głębi siebie duszę drogowego wojownika. Wszak ponad pół wieku temu były zaprojektowane z myślą o uzyskaniu jak najlepszego czasu w wyścigu! Nie można się więc spodziewać w nich choćby podstawowych wygód, z których najpoważniejszy problem może stanowić… brak dachu. Wobec nagłych ataków deszczu podczas niektórych z ostatnich edycji stylowi kierowcy i ich piloci musieli ratować się przed całkowitym zmoknięciem na różne sposoby. Najczęściej za pomocą… zwykłych parasolek, a czasem nawet plastikowych torebek i parasoli ogrodowych. Dobrze chociaż, że konstruktorzy niewielkich włoskich barchett wiedzieli o tym problemie już parę dekad temu i zdarzało się, że w kabinach swoich wozów przebijali dziurki w podłodze, przez które mogła uchodzić spływająca woda.

 

Widowisko i matematyka

Ale to właśnie jest część magii Mille Miglia, która składa się na jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń, wychodzących daleko poza świat motoryzacji. Ta atmosfera rywalizacji i jednocześnie współpracy fair play pomimo przeciwności losu, połączona z typowo włoskim chaosem w tle, może z początku przerażać. Nie należy się jednak przejmować. Trzeba po prostu dać się porwać szaleństwu. Jesteśmy wszak we Włoszech. Nie można się spodziewać, by cokolwiek poszło tu według planu, ale oznacza to, że duch tego wydarzenia dalej jest żywy i wprost nie do podrobienia. Największą zasługę w tym mają okoliczni mieszkańcy, którzy z powodu swojej miłości do szybkich samochodów niezmiennie angażują się w Mille Miglia pełnym sercem: zbierają się wzdłuż drogi od wczesnych godzin porannych i kibicują dokładnie tak, jak ich dziadkowie, którzy dekady temu machali do Nuvolariego i Mossa. Miasta są przystrajane specjalnie na tę okazję, a wyścig jest takim świętem w skali całego kraju, że był nawet wykorzystany jako centralny element kampanii domu mody Prada. W 2013 roku reklamówkę pozornie rozgrywającą się podczas Mille Miglia nakręcił Wes Anderson. Uczestnicy mogą także liczyć na wsparcie miejscowych funkcjonariuszy Polizia Stradale, którzy nie utrudniają przebiegu imprezy, a wręcz przeciwnie – torują drogę uczestnikom, zapewniając im bezpieczeństwo i prędkość potrzebną do przejechania trasy w wyznaczonym przez organizatorów tempie.

Bo choć wyścigi na regularność, jak sama nazwa wskazuje, pozornie nie zapowiadają zaciekłej rywalizacji na wysokich obrotach, to wyznaczone przez organizatorów limity czasowe danych odcinków wręcz gwarantują wielkie emocje i widowiskową jazdę. Dlaczego? Formuła tego typu rywalizacji zakłada przejechanie określnej trasy z wyznaczoną średnią prędkością, najczęściej mieszczącą się w przedziale 40-50 km/h. Aby tego dokonać, można posiłkować się tylko oprzyrządowaniem z epoki, na które składają się tak wyszukane narzędzia, jak książka nawigacyjna, prędkościomierz, licznik przebiegu i… zegarek ze stoperem (a najlepiej kilka stoperów – na określone odcinki). Pilot naprawdę ma więc co robić - w trakcie jazdy wykonuje skomplikowane obliczenia - ale kierowca też nie może narzekać na brak zajęć. Choć osiągnięcie średniej prędkości mieszczącej się w ograniczeniu obowiązującym w terenie zabudowanym nie wydaje się żadnym wyzwaniem, przy najbliższej okazji sprawdźcie, jaką średnią prędkość pokazuje komputer pokładowy w Waszych samochodach. By osiągnąć wymagane przez organizatorów tempo jazdy, wliczając w nią normalny ruch uliczny z korkami i innymi utrudnieniami, przerwy na tankowanie i inne potrzeby fizjologiczne, oraz parady przez zabytkowe starówki, o bardzo krętych odcinkach drogi nawet nie wspominając, kierowcy w liczących czasem blisko sto lat zabytkach naprawdę muszą zbliżać się do pełni możliwości technicznych swoich samochodów, by zmieścić się w tym wyznaczonym limicie czasowym.

Spóźnienie na punkt pomiarowy (tak samo zresztą jak i zbyt wczesne przybycie) wiąże się z punktami karnymi, których zsumowana na mecie liczba decyduje o końcowej klasyfikacji w wyścigu. Zmiana formuły Mille Miglia przy jej reaktywacji na wyścig na regularność wiązała się z troską o zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom, ale i umożliwiła angażującą rywalizację wszystkim startującym, niezależnie od wieku, osiągów i typu ich samochodu. By zrównoważyć szanse, punkty nie są naliczane dla wszystkich jednakowo, a ważone według specjalnie opracowanych współczynników. Dają one większe szanse pojazdom starszym i wolniejszym, ale i faworyzują konkretne egzemplarze, które startowały w którejś z oryginalnych edycji wyścigu, wygrały go lub są dla niego szczególnie ważne. Niezależnie od metod pomiaru, na mecie w Brescii na zwycięzców czeka ten sam smak szampana i międzynarodowe uznanie.

Mateusz Żuchowski

 

Poleć ten artykuł znajomym