PARTNER SERWISU

WP - moto

Aston Martin DB2/4 – Perła światowego kalibru

Choć dziś o istotnej roli tego modelu pamiętają wyłącznie historycy marki, to właśnie Astonowi Martinowi DB2 zawdzięczamy wizerunek marki jaki znamy dziś. Czyli twórcy eleganckich GT z wyścigowym rodowodem.

16.05.2017

Budzące zachwyt swoim wprost bezbłędnym stylem i uznanie niezwykłymi osiągami modele DB5, DB7 czy najnowszy DB11 to absolutna kwintesencja ducha marki Aston Martin. To prawda, że wozy pewnej konkurencyjnej marki z Maranello dużo skuteczniej ściągną wzrok przechodniów (także ze względu na kolor), a te z Zuffenhausen pozwolą uzyskać lepsze czasy okrążeń toru wyścigowego. Ale kiedy ostentacja i "wysilanie się" stają się wulgarne, wtedy łączące komfort zachęcający do transkontynentalnych podróży i niewymuszone sportowe osiągi modele z linii DB okazują się prawdziwą perłą w środku szarej małży motoryzacji.

Właściwie wstęp do niniejszego artykułu może być uznany za nieco mylący. Aston Martina w dzisiejszym kształcie zawdzięczamy może nie tyle samemu modelowi DB2, co człowiekowi, którego inicjały kryją się z przedrostkiem oznaczenia modelowego. W 1947 roku brytyjski przemysłowiec -  David Brown - przejął podupadającą (po raz kolejny) markę i przez następne dekady stworzył z niej obiekt pożądania, symbolizowany przez szybkie samochody typu gran turismo, przeznaczone dżentelmenom szczególnie wrażliwym na styl i elegancję. Brown stał się właścicielem Aston Martina w… można by powiedzieć, że bardzo brytyjski, czy nawet "ekscentryczny" sposób. Zainteresowało go przypadkiem napotykane, niewielkie ogłoszenie w gazecie The Times, które tajemniczo informowało o możliwości zakupu „biznesu motorowego wysokiej rangi”. Zaintrygowany jego treścią skontaktował się z ówczesnymi właścicielami firmy, którzy pochwalili się zbudowanym jeszcze przed wojną, wyglądającym trochę jak Warszawa M-20 w kreskówkowym wydaniu, prototypem o nazwie Atom. Brown był pod takim wrażeniem jego konstrukcji, że z miejsca zakupił całą firmę za zawrotna sumę 20 500 funtów.

Wybitny strateg u sterów

Osobliwy Atom był ucieleśnieniem ewolucji przedwojennego Aston Martina, który ze specjalisty od małych i surowych wozów sportowych miał ambicję przeistoczenia się w producenta przyjaźniejszych szerszemu gronu ekskluzywnych modeli na ulice. Mając już gotową bardzo nowoczesną jak na tamte czasy stalową ramę przestrzenną z modelu Atom, Brown słusznie zauważył, że stosowane dotychczas przez markę silniki górnozaworowe o sportowym pochodzeniu nie pasują do jego wizji przyszłych wozów ze skrzydlatym logo na masce. Zamiast jednak zajmować się żmudnym tworzeniem nowego motoru, skuteczny biznesmen wybrał się na kolejne zakupy i stał się właścicielem jeszcze jednego brytyjskiego producenta samochodów, firmy Lagonda. Brown zrobił to właśnie po to, by pozyskać produkowany przez nią, udany sześciocylindrowy silnik, z dwoma wałkami rozrządu w głowicy, autorstwa samego W.O. Bentleya, który założoną przez siebie markę opuścił jeszcze przed wojną. Stosunkowo skromny, liczący 2,6 litra pojemności skokowej nowoczesny motor był idealnym kompromisem na stawiające wiele wyzwań powojenne czasy. Nim zdążył on trafić pod maskę DB2, okazałe nowe nadwozie było już przymierzane do silnika Aston Martina sprzed wojny. Powstały w ten sposób wóz nosił oficjalną nazwę 2 Litre Sports, ale zapamiętany został jako DB1, głównie przez mający go szybko zastąpić dużo popularniejszy model.

 

A DB2 wzbudzał duże zainteresowanie jeszcze przed premierą. Nim z wielką pompą został zaprezentowany na targach motoryzacyjnych w Nowym Jorku w kwietniu 1950 roku, Brown - wizjoner marketingu - na długo przed tym wydarzeniem umiejętnie budował napięcie. Nie chcąc tracić czasu, zabierał nową konstrukcję na tory wyścigowe już od bardzo wczesnego etapu rozwoju, ale odważna strategia się opłaciła - testujący nowe podzespoły DB1 wygrał 24-godzinny wyścig w Spa już w 1948 roku. Kolejne rozwinięcia projektu, coraz bardziej przypominające produkcyjną wersję modelu regularnie udowadniały swój prymat na torze, także w momencie wejścia na rynek, DB2 miał już ugruntowaną renomę a fabryka nie nadążała z realizacją zamówień. Brown zdecydował się mimo wszystko podebrać trzy wczesne egzemplarze modelu i wystartować nimi w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Jeden z nich rozbił się w drodze z fabryki na wyścig, ale dwa pozostałe pokazały się z najlepszej strony, zajmując po dobie rywalizacji piąte i szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. DB2 miał być modelem przeznaczonym na drogi, ale w następnych latach jeszcze wiele razy udowadniał swoje nieprzeciętne właściwości sportowe: w 1952 roku jeden egzemplarz wygrał swoją klasę w legendarnym już wyścigu Mille Miglia (a kolejny zajął miejsce tuż za nim), a sukcesy klientów Browna, startujących prywatnie w lokalnych rajdach przekonały firmę, by spróbować swoich sił w kultowym już wtedy Monte Carlo. Trzy przygotowane w fabryce modele zanotowały zwycięstwo w klasie i wspólnie zwycięstwo w klasyfikacji drużynowej w tym najsłynniejszym rajdzie świata. DB2 był po prostu wybitny.

Ewolucyjne dążenie do perfekcji

Fenomen tego modelu polegał na tym, że przy tak brutalnych zdolnościach nie zapominał o swoich dobrych manierach i wdzięku. Zaprojektowane przez Franka Feeleya modne nadwozie trzymało odpowiedni balans pomiędzy powściągliwością a ekstrawagancją, a wykończone skórzaną tapicerką wnętrze zachęcało powojennych playboyów do długich podróży na południe Europy. Rzędowy silnik rozwijający w drogowej wersji 105 KM zapewniał satysfakcjonujące osiągi, wystarczające do przyspieszenia do 100 km/h w 11,3 sekundy i jazdy z prędkością nawet 188 km/h. Niezależne testy wykazywały zużycie paliwa w okolicach 14 l/100 km. Naturalnie już w tamtych czasach producenci intensywnie pracowali nad coraz bardziej atrakcyjnymi wersjami swoich modeli: szybko wprowadzono wzmocnioną do 125 KM wersję Vantage, a rok 1953 przyniósł coś, co nazwalibyśmy dzisiaj face liftingiem, czyli kompleksowy zestaw poprawek podkreślony przez nową nazwę DB2/4. Dzięki zdobyczom najnowszych technologii przednia szyba mogła zostać wykonana z jednego wygiętego kawałka szkła, a nie dwóch prostych okienek. Wygląd modelu zmieniono także w paru innych miejscach, a moc silnika znów wzrosła, tym razem do 140 KM. W takiej konfiguracji w latach 1953 – 1957 wyprodukowano 565 samochodów, z czego 102 z otwartym nadwoziem Drophead Coupe. W kolejnych latach model doczekał się jeszcze wielu kolejnych unowocześnień, wliczając w to instalację silnika rozwiniętego przez niezwykle utalentowanego polskiego inżyniera Tadeusza Marka, ale to już opowieść na inną okazję…

Po zeszłorocznym starcie Perlage Team w modelu DB2, powrót na te trasy w DB2/4 przypomina poczynania samego Aston Martina sprzed pół wieku, który choć wtedy miał już bardziej wyspecjalizowane modele, wystawił na Mille Miglia dwie sztuki swojego eleganckiego GT. Polski zespół długo szukał odpowiedniego egzemplarza spośród tych nielicznych pozostałych przy życiu. Musiał mieć odpowiedni rocznik, wyposażenie, czy dotychczasową historię. W końcu do stajni Perlage dołączył doskonały DB2/4 z 1955 roku, który dumnie reprezentował będzie polskie barwy na niezwykłych trasach Mille Miglia.

Mateusz Żuchowski

Poleć ten artykuł znajomym