PARTNER SERWISU

WP - moto

Aston Martin 15/98 2/4 Seater – Pionier prędkości i stylu

Na długo przed Jamesem Bondem samochody marki Aston Martin współtworzyły legendę przedwojennych brytyjskich roadsterów. Niezależnie od wieku, Aston Martiny charakteryzuje elegancka forma i osiągi godne samochodu wyścigowego.

16.05.2017

Gdy myślimy o marce Aston Martin zazwyczaj przed oczami pojawia się eleganckie coupé, prowadzone przez stylowego dżentelmena, takiego jak bezsprzecznie najsłynniejszy agent Jej Królewskiej Mości. To jednak Aston Martin jakiego znamy od końca lat 40 XX w., gdy w markę swoje pieniądze i energię włożył David Brown, którego inicjały noszą wszystkie najsłynniejsze modele, takie jak np. DB5, DB9, czy choćby najnowszy DB11. Dziś Brown jest dużo lepiej pamiętany niż rzeczywiści założyciele marki, którymi w roku 1913 roku byli biznesmen Lionel Martin i inżynier Robert Bamford.

Międzywojenny Aston Martin był firmą inną niż ta, którą znamy dzisiaj. Dzięki parze brytyjskich założycieli (i osobom takim jak mający polskie korzenie hrabia Louis Zborowskiemu, który pożyczył im pieniądze) w latach 30. marka ta stała się jednym z najbardziej uznanych specjalistów od wozów wyścigowych. Co ważne, charakteryzujących się tym, że po niedzielnym zwycięstwie w wyścigu, można ich było przez resztę tygodnia z powodzeniem używać jako mobilny symbol statusu społecznego. Głównym atutem tych samochodów było ich serce -  półtoralitrowy silnik czterocylindrowy, świetnie sprawdzający się szczególnie w wyścigach długodystansowych (w 1935 roku zawiózł jeden z wozów marki na świetne trzecie miejsce w 24-godzinnym wyścigu Le Mans). To on w głównej mierze budował charakter Aston Martinów, które wtedy zdobywały uznanie solidną mechaniką, dobrym, ręcznym wykonaniem i zwinnością w prowadzeniu.

Choć formuła projektu była doprowadzona do bardzo wysokiego poziomu, w latach 30. nowi właściciele marki (która do tego czasu zdążyła już dwa razy zbankrutować) doszli do wniosku, że do wyciągnięcia firmy z dołka finansowego potrzebne jest stworzenie samochodu bardziej wszechstronnego. To doprowadziło w 1937 roku do powstania modelu z silnikiem powiększonym do dwóch litrów. Nowy wóz nie był w żaden sposób rewolucyjny. Był bardzo podobny z wyglądu, posiadał identyczne podwozie (dalej klasyczna rama podłużnicowa), popularną czterobiegową skrzynię Mossa, a każde z kół trzymał resor piórowy. Spowalnianie odbywało się za pomocą bębnowego hamulca mechanicznego. Zmiana silnika była jednak kluczowa. Wydłużony skok cylindra nie tylko podniósł osiągi, ale dodatkowa porcja momentu obrotowego pozwoliła także zrelaksować charakter pracy silnika, co świetnie wpłynęło na elastyczność i komfort podczas dłuższej podróży. Te ostatnie walory były szczególnie oczekiwane w drogowej wersji modelu nazwanej 15/98. Nazywanie wozów parą liczb było w tym czasie powszechną praktyką: ta druga wskazywała na moc silnika wyrażoną w koniach mechanicznych, pierwsza – w koniach podatkowych (urzędowej jednostce, na podstawie której określano podatek).

Wyścigowa wersja modelu z silnikiem z suchą miską olejową w roku 1936 miała wystartować w Le Mans, ale ze względu na strajki związkowców we Francji do wyścigu wyjątkowo w tym roku nie doszło. Nie przeszkodziło to jednak odnieść sukcesów różniącemu się tylko paroma szczegółami (jak obecnością mokrej miski olejowej) wariantowi drogowemu. Oferowany był z szeregiem eleganckich nadwozi: zamkniętym, otwartym Drophead Coupe autorstwa firmy Abbott czy też przystosowanym do wielkiej turystyki otwartym 2/4 Seater.

Z Le Mans do Mille Miglia

Wolne moce przerobowe fabryki pozwoliły wprowadzić do oferty jeszcze jeden wariant: zaprezentowany na Earl’s Court Motor Show w 1937 roku Open Sports z podwoziem o skróconym rozstawie osi. To właśnie ten ostatni model dzięki lepszym właściwościom dynamicznym i nader udanym proporcjom stał się najbardziej pożądanym ze wszystkich. Podczas krótkiej, liczącej zaledwie dwa lata kariery, zbudowano około 50 „krótkich” sztuk, co stanowiło blisko 1/3 całkowitej produkcji 171 egzemplarzy modelu 15/98. Budowane przez Abbey Coachworks z londyńskiej dzielnicy Willesden nadwozie zachowywało klasyczną poprawność, ale miało w sobie coś ekstrawaganckiego dzięki sportowej sylwetce, jeszcze odważniej podkreślonej przez opuszczaną przednią szybę.

W 2017 roku, polski Perlage Team ponownie wpisuje model Aston Martin 15/98 na listę startową Mille Miglia właśnie za sprawą jednego z pięćdziesięciu egzemplarzy tego najbardziej pożądanego modelu z krótkim rozstawem osi. Przy tak ograniczonej produkcji i osobliwej klienteli każda z wyprodukowanych sztuk wiodła niecodzienne życie, ale – próbując powstrzymać się od sentymentów – nie możemy mimo wszystko oprzeć się wrażeniu, że ten zawadiacko czerwony, noszący polskie tablice rejestracyjne roadster jest wśród nich wyjątkowy. Jego wyścigowe predyspozycje były od samego początku w pełni wykorzystywane: wyposażono go w znane z wyczynowej wersji modelu hamulce bębnowe hydrauliczne i system regulacji twardości amortyzatorów. W latach swojej świetności egzemplarz ten ścigał się na najsłynniejszych torach Europy, takich jak Silverstone czy Le Mans.

To właśnie podczas tych wielkich chwil wypatrzył ten czerwony bolid pewien brytyjski jegomość, który jeszcze dzieckiem będąc, mając zaledwie sześć lat zakochał się w tym samochodzie. Po latach miał szczęście spełnić swoje marzenie i zakupić właśnie ten egzemplarz, którym cieszył się przez całe cztery dekady. W 2011 roku Aston opuścił jednak Wielką Brytanię i znalazł nowy dom w Polsce, gdzie także wiedzie bardzo ciekawe życie. Aktywnie uczestniczy w wydarzeniach związanych z klasyczną motoryzacją nie tylko w naszym kraju, gdzie zdobył już wszystkie najbardziej prestiżowe tytuły, ale też w dosłownie wszystkich zakątkach globu. To nie przypadek, że w Argentynie "polski” 15/98 startował w rajdzie o znajomo brzmiącej nazwie "1000 Millas Sport”, a w Japonii "La Festa Mille Miglia” – w ten sposób załoga Perlage przygotowywała siebie i przedwojennego czerwonego Astona do ostatecznej próby w legendarnym Mille Miglia. Czas sprawdzianu właśnie nadszedł.

Mateusz Żuchowski

Poleć ten artykuł znajomym