PARTNER SERWISU

WP - moto

Nie tylko Ferrari i Bugatti: najbardziej niespodziewane samochody na starcie Mille Miglia

Trasy Mille Miglia widziały najznamienitsze samochody w dziejach motoryzacji, ale widziały także te z silnikami ze skuterów, wozy terenowe i amerykańskie krążowniki szos. Dziś ci niespodziewani bywalcy wyścigu stanowią atrakcyjną i przystępną przepustkę na start we współczesnym wydaniu tego legendarnego wyścigu.

26.05.2017

Mówiąc o Mille Miglia, automatycznie na myśl przychodzą najwspanialsze samochody wyścigowe w historii, które ustanowiły tu legendę swoją, jak i tego wyścigu. To fakt, że o magii tego miejsca stanowiły od początku (i dalej stanowią) niezwykłej urody Alfy Romeo i Aston Martiny, magiczne pierwsze Ferrari, kosmicznie zaawansowane Srebrne Strzały Mercedesa. Ale tak jak wtedy, tak i dziś stanowiły one tylko elitarną czołówkę stawki, która liczyła zawsze kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset konkurentów. Ogromną część stawki od zawsze zapełniały tymczasem modele dużo bliższe przeciętnemu człowiekowi – popularne sedany, najtańsze autka z silnikami o pojemności skokowej poniżej litra czy bolidy złożone domowymi metodami przez domorosłych konstruktorów, którzy chcieli pójść w ślady Enzo Ferrariego i spółki. One także stanowiły o sukcesie Mille Miglia. W czasach oryginalnego wyścigu organizatorzy byli dość liberalni w doborze samochodów, by zapewnić sobie bogatą stawkę startujących (a przynajmniej bogatszą wobec konkurencyjnych imprez…). Dziś ci niespodziewani goście tras historycznego rajdu wprowadzają w niego niezastąpiony koloryt, a przy okazji stanowią doskonałą szansę na dołączenie do elitarnego grona startujących w Mille Miglia także dla przeciętnego Kowalskiego.

Nie ma w powyższym zdaniu ani krzty przesady. Fakt, można ubiegać się o start w Mille Miglia mając Ferrari czy Bugatti o wartości PKB średniej wielkości państwa, ale jak pisaliśmy już w artykule dotyczącym kryterium doboru samochodów startujących przez organizatorów współczesnego wydania Mille Miglia, paradoksalnie te najdroższe pomniki na kołach wcale nie gwarantują miejsca na starcie. Choć brzmi to abstrakcyjnie, tutaj takich zabytków jest już po prostu zbyt dużo. Przejadły się one nawet widzom, którzy przybywając co roku na liczącą tysiąc mil trasę chcieliby zobaczyć coś nowego i zaskakującego, nawet jeśli miałoby to być… coś dużo bardziej zwyczajnego. Modele te są nadal nieporównywalnie mniej doceniane przez kolekcjonerów i handlarzy, a wedle regulaminu Mille Miglia mogą wystartować w rajdzie, jeśli tylko były na liście startowej któregokolwiek z wyścigów w latach 1927-1957.

Bohaterowie dnia codziennego

Jako że start danego modelu w oryginalnym Mille Miglia jest podstawowym warunkiem, by mógł on pojawić się w Brescii także teraz, organizatorzy musieli skrupulatnie odliczyć wszystkie kilkaset modeli, które znalazły się na listach startowych wyścigu z lat 1927-1957, i zawarli je w liczącej trzydzieści stron książeczce. Jej lektura pozwala stwierdzić, jakie modele były najpopularniejsze w czasach świetności wyścigu. Zdecydowaną większość z tej listy pochłaniają Fiaty z niewielkimi silnikami o pojemności 0,75 i 1,1 litra, które startowały tu w takiej formie, jakiej opuszczały fabrykę, jak i drastycznie odmiennej – zbudowanych domowymi metodami bolidów wyścigowych, które nosiły różne nazwiska swoich twórców, dziś już niewiele mówiące nawet historykom motoryzacji. Na liście pojawia się więc mnóstwo nazw marek, o których wiadomo niewiele ponad to, że kiedyś startowały w Mille Miglia, jak Ortolani, Rocca, Pasqualini, Icot, Gerosa.

Z drugiej strony, równie zaskakująca jest obecność na tej liście tych najsłynniejszych nazw przemysłu samochodowego. Tradycją towarzyszącą Mille Miglia od samego jej początku jest silna reprezentacja na liście startowej samochodów, które w ogóle nie kojarzą się z wyścigami. Podobnie jak i dziś, tak i nasi pradziadkowie nie potrafili sobie przepuścić okazji wielkiej przygody i ścigali się czymkolwiek się dało. Jeszcze przed wojną na starcie na Viale Venezia w Brescii pojawiały się więc tanie Peugeoty 203 i 403, popularne także w Polsce Fiaty 508 Balila, a po wojnie także VW Garbusy, a nawet Iso Isetta (lepiej znanego pod licencyjną postacią BMW Isetty). Ten zabawny model, będący w zasadzie małym skuterkiem obudowanym kabiną pasażerską (drzwi prowadzą od przodu samochodu) startował koło Srebrnej Strzały Stirlinga Mossa w roku 1955 i podczas pamiętnej ostatniej edycji w roku 1957.

W powojennych edycjach wyścigu pojawiały się tu także modele, które teraz są popularne nawet na polskich zlotach pojazdów zabytkowych, jak pierwszy Saab 93 z dwusuwowym silnikiem, Renault 4 CV, DKW Sonderklasse, Rover 75 P4, Ford Taunus – po prostu powszednie samochody lat 50. Oddzielnym fenomenem był udział pełnoprawnych wozów terenowych – Fiata Campagnola i Alfy Romeo 1900M „Matta”. Te lekkie terenówki rywalizowały ze sobą w ramach stworzonej specjalnie dla nich klasy pojazdów wojskowych. Ich producenci dowodzili w najbardziej widowiskowy z możliwych sposobów niezawodności i osiągów swoich konstrukcji w ramach walki o kontrakt od włoskiej armii. Na trasach z Brescii do Rzymu i z powrotem górą okazała się Alfa Romeo, co było jednym z czynników, dla których włoskie ministerstwo obrony zdecydowało się na zakup dwóch tysięcy egzemplarzy tego modelu, dopisując do historii tej mediolańskiej marki kolejny fascynujący i mało znany rozdział.

Krążowniki szos i wąskie szlaki

Będąc przypadkowym widzem Mille Miglia w 2017 roku, jakże ogromne musi być zaskoczenie, gdy pośród setek klasycznych Alf Romeo, Lancii i Jaguarów nagle zza zakrętu wyłania się któryś z przysadzistych, trochę nieporadnych w tych okolicznościach amerykańskich krążowników szos: wielkiego Lincoln 88, Chrysler Saratoga, któryś z Cadillaców czy pasujący raczej do zupełnie innych klimatów Ford Thunderbird z roku 1957. Ociekające w chromy, przyozdobione sterczącymi ogonami i krzykliwymi kolorami karoserii modele pasują bardziej na ulice Kuby niż renesansowych włoskich miast, ale także w Europie mają one dalej wielu swoich amatorów, których, jak dowodzi logika, miały tu także pół wieku temu. Dzięki swoim potężnym silnikom i zdolności do osiągania dużych prędkości, wysokiej wytrzymałości i komfortowi jazdy modele tego typu wbrew pozorom były częstym wyborem w wyścigach szosowych tak w Ameryce Północnej i Południowej, jak i całej Europie. Dziś także stanowią jeden z najciekawszych – a już na pewno najwygodniejszych – sposobów na przemierzenie tysiąca mil rajdu.

Mille Miglia dla Kowalskiego

Już krótkie śledztwo w internecie dowodzi, że bez trudu można znaleźć samochód dopuszczony do startu w Mille Miglia w cenie nawet 6500 funtów (uroczy błękitny Fiat 1100/103 E z roku 1956), a wśród takich dostępnych w cenie zwykłego miejskiego hatchbacka można wybrednie przebierać. Jeśli dodać do tego jeszcze fakt, że właśnie na takie samochody czekają organizatorzy i kibice Mille Miglia, Twój start w przyszłorocznej edycji jest dużo bardziej realny, niż ci się wydaje…

Mateusz Żuchowski

Poleć ten artykuł znajomym