PARTNER SERWISU

WP - moto

Zanim pojawił się Kubica: polscy pionierzy wyścigów

Mimo wszelkich przeciwności losu i wyzwań, ich pasja była silniejsza: oto najwięksi z kierowców wyścigowych, którzy pojawili się w Polsce prawie tak samo szybko, jak i same samochody. To dzięki ich odwadze i marzeniom nasz kraj szybko został wpisany na mapę światowego motorsportu.

26.05.2017

W dwudziestoleciu międzywojennym nie byliśmy potęgą motoryzacyjną. Na 10 000 mieszkańców naszego kraju przypadało zaledwie 10 automobili. Można powiedzieć – nic dziwnego, ale nasi sąsiedzi byli już wtedy dużo lepiej zmotoryzowani: we Francji na tę samą liczbę mieszkańców przypadały aż 523 pojazdy, we Włoszech – sto, nawet w Rumunii wskaźnik ten był wyższy i wynosił 13 samochodów. Nie trzeba tu przypominać, z jak wielkimi wyzwaniami musieli sobie radzić obywatele naszej młodej, wolnej ojczyzny. Wyścigi samochodów z pewnością nie były w tym czasie na szczycie listy priorytetów Polaków, a jednak znajdowali się tacy, którzy byli w stanie dać początek polskiej scenie wyścigów i dokonać paru rzeczy, dzięki którym choćby pod tym względem patrzył na nas z uznaniem cały świat. Byli wśród nich ci młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni, ale łączyła ich jedna rzecz: pasjonowali się najszybszymi, najlepszymi samochodami na świecie… i wiedzieli, jak je wykorzystać. Obok tych aktywnych na terenie Rzeczpospolitej należałoby choćby wspomnieć o tych, którzy z Polską byli związani, ale w wyścigach sprawdzali się już w innych częściach świata: urodzonym w Hadze Stanisławie Czaykowskim, który notował świetne wyniki we Francji, Belgii czy Wielkiej Brytanii, czy też Karolu i Michale Zatuszkach, lepiej na świecie znanych jako Carlosie i Miguelu ze względu na karierę prowadzoną na scenie wyścigowej Argentyny, nawet jeśli byli stuprocentowymi Polakami. Oto nasz subiektywny przewodnik po najważniejszych, najbarwniejszych postaciach polskiego motorsportu dwudziestolecia międzywojennego.

Maria Koźmianowa

Będąc przy takim temacie warto pamiętać, jak dużą rolę w początkach rodzimego motorsportu – i motoryzacji w ogóle – odegrały panie. Były one stałym elementem wyścigów od początku ich istnienia w Polsce; miały swoje własne Rajdy Pań, wspaniale wzbogacały świat rajdów organizowaniem imprez towarzyszących. Wśród naprawdę wielu zawodniczek największy podziw w międzywojennej erze polskich wyścigów wzbudzała Maria Koźmianowa. Była ona posiadaczką znacznych dóbr ziemskich, na których miała także garaże goszczące najlepsze wozy wyścigowe swoich czasów: Bugatti T37 i Austro-Daimlera ADR. Szczególnie ulubiła sobie mniejsze Bugatti, z którym zdobywała znaczące sukcesy w klasie voiturette w wyścigach w Polsce, jak i całej środkowej części Europy: w Szwajcarii, Austrii, Czechosłowacji. Swoją brawurową jazdą w czasach, gdy każdy zawodnik musiał mieć wnikliwą wiedzę na temat mechaniki samochodowej i narażał swoje zdrowie podczas jazdy z wysokimi prędkościami bez właściwie żadnych zabezpieczeń, na swój sposób walczyła ze stereotypem słabej płci.

Tadeusz Heyne

Heyne od najmłodszych lat zdradzał zainteresowanie techniką, które dzięki wsparciu jego rodziny pozwoliło mu wiele osiągnąć na tym polu i wieść naprawdę ciekawe życie. Urodził się w 1883 roku w Złoczowie, gdzie jego ojciec prowadził dobrze prosperującą kancelarię adwokacką. Pozostawał pod wpływem swojego starszego o 20 lat brata, który mimo że był lekarzem, miał też dużą wiedzę techniczną, w szczególności lotniczą. Młody Tadek chciał być jak starszy brat, więc już jako nastolatek zbudował modele samolotów (latające!), a nawet działający silnik lotniczy. Pasja do techniki szybko się przeniosła na samochody, gdy jego brat kupił jednego z pierwszych na świecie egzemplarzy samochodu marki Benz (jeszcze przed połączeniem z Mercedesem). Tadek szybko nauczył się obsługiwać i naprawiać wóz, po czym zaczął nim jeździć i startować w wyścigach. Uzyskawszy dobre wykształcenie inżynieryjne, pracował u zagranicznych producentów samochodów: w Niemczech, Czechosłowacji, Rosji. Przez cały czas słynął jednak ze swoich umiejętności pilotowania samolotów, których pokazy dawał publiczności, oraz prowadzenia samochodów, czego popis dawał w rajdach. Nie mogło go więc zabraknąć w 1921 roku na starcie pierwszego Rajdu Polski (wtedy jeszcze – Rajdu Samochodowego), dziś uważanego za drugą najstarszą imprezę tego typu na świecie, ustępującego stażem tylko Rajdowi Monte Carlo. Na trasie Warszawa – Białowieża – Warszawa z sześciu startujących zawodników najszybszy okazał się właśnie jadący Dodgem Heyne. Dziś pamiętamy go nie tylko jako historycznego zwycięzcę pierwszego Rajdu Polski i posiadacza pierwszego w Polsce prawa jazdy, ale i wielkiego inspiratora rozwoju motoryzacji w naszym kraju: współtworzył polski przemysł motoryzacyjny i struktury motorsportowe.

Jan Ripper

Jeden z najpopularniejszych polskich kierowców okresu międzywojennego był skazany na samochody dzięki ojcu Wilhelmowi, który był jednym z polskich pionierów motoryzacji. Powszechnie znany wśród swoich kibiców jako „Jaś” Ripper z powodzeniem uczestniczył w wyścigach od najmłodszych lat – od osiemnastego roku życia na motocyklach, wkrótce potem na samochodach. W roku 1928 wraz z ojcem stanowili historyczną, pierwszą polską załogę w Rajdzie Monte Carlo. Tej próby jednak nie ukończyli z powodu problemów technicznych z ich samochodem, ale i tak były to złote lata Jana Rippera w polskim motorsporcie. W końcu przesiadł się na upragnione, doskonałe Bugatti T37A dzięki hojnemu wsparciu kibiców i znajomych. Dzięki licznym zwycięstwom w wyścigach górskich tak w Polsce (Rajd Tatrzański), jak i zagranicą, zaczął być uznawany za specjalistę od tej dyscypliny, ale musiał być jednak kierowcą bardziej wszechstronnym, skoro dwukrotnie wygrał Rajd Polski. Zaprzyjaźniony z nim jeden z największych kierowców wyścigowych tamtych czasów, Niemiec Hans von Stuck powiedział kiedyś ponoć, że nie zna nikogo innego, kto z tak stosunkowo słabymi maszynami potrafiłby uzyskiwać takie wyniki. Bugatti Rippera miało w końcu niewielki silnik, mieściło się w klasie do półtora litra pojemności skokowej. Z biegiem lat „Bugattka” ewidentnie miała już dość i widać było po niej ślady intensywnej eksploatacji, ale Jaś nie dawał za wygraną: startował ją jeszcze do lat 50. w pierwszych powojennych rajdach i wyścigach. W nowych realiach brakowało mu już jednak samochodu, który byłby w stanie wykorzystać potencjał jego umiejętności. Próbował temu zaradzić, budując taki bolid… samemu, z pomocą Automobilklubu Śląskiego. Zgrabny „SAM” z silnikiem Lancii nie przyniósł mu jednak oczekiwanych wyników, choć sam Ripper do końca swoich dni zachowywał wyścigową formę – pilotowany przez swojego syna wygrał Rajd Żubrów jeszcze w roku 1979, mając 76 lat na karku!

Stanisław Hołuj

Urodzony w 1899 roku w Myślenicach Hołuj znany był ze swojej odwagi i fantazji. Już mając piętnaście lat wstąpił podczas I wojny światowej do Pierwszej Kompanii Kadrowej, która potem miała się stać Legionami Polskimi. Po zakończeniu służby powrócił do Krakowa, gdzie parał się różnymi zajęciami, ale ciągle tliła się w nim natura sportowca. Jego romans z motoryzacją zaczął się na dobre od zakupienia pokaźnego Harleya-Davidsona z silnikiem 1200 cm3, na którym Hołuj zaczął regularnie wygrywać w okolicznych wyścigach. Motoryzacja nie była jednak jego jedynym powołaniem: pewnego razu postanowił zbudować w swoich rodzinnych Myślenicach skocznię narciarską, mimo że żadnych zawodów nigdy na oczy nie widział, ani nawet żadnej skoczni. Zbudowany przez niego obiekt odbiegał więc od powszechnych standardów i był na tyle niebezpieczny, że właściwie nie dało się ustać żadnego oddanego na nim skoku. Staszek był jednak nieugięty i usilnie na niej trenował mimo wielu upadków. Gdy usłyszał o szybowcach, nie myśląc dwa razy poleciał do stolarni i wybudował szybowiec wedle własnego projektu. Całe szczęście, że jego autorski samolot nie chciał się wzbić w powietrze, bo tym sposobem Staszek przynajmniej nie mógł sobie zrobić krzywdy. Miał też wiele innych pasji: w domu wybudował stację krótkofalową, miał kamerę, którą nagrywał filmy i projektor, z pomocą którego je potem wyświetlał. Największą pozostawały jednak wyścigi samochodowe. W latach 20. zakupił wóz wyścigowy Bugatti, dopiero drugi w Polsce, po mieszkającym nieopodal w Krakowie Janie Ripperze. Ta dwójka miała w następnych latach wiele razy spotkać się podczas różnych rajdów i wyścigów, a ich pojedynkami ekscytowała się cały kraj. Jednemu i drugiemu nie można było odmówić fantazji, ale i skuteczności. Dochodziła do tego jeszcze dobra technika, którą Staszek szlifował na publicznych drogach wokół Myślenic… Jego rywalizacja z Ripperem pozostała nierozstrzygnięta – ich świat wyścigów przerwała wojna, która zabrała ze sobą życie Hołuja już w 1940 roku. 

Mateusz Żuchowski

Poleć ten artykuł znajomym