PARTNER SERWISU

WP - moto

Aleja sław: wielcy zwycięzcy Mille Miglia

Starało się wielu, ostatecznie była ich garstka. Zwycięzcy wyścigu Mille Miglia. Przypominamy sylwetki herosów, którzy odnieśli na liczącej 1600 km trasie dookoła Włoch najbardziej pamiętne zwycięstwa.

20.05.2017

Patrząc na listę tryumfatorów oryginalnego wyścigu Mille Miglia z lat 1927-1957, można wyciągnąć już parę wniosków, kim blisko sto lat temu trzeba było być, by osiągnąć sukces w tym mitycznym wyścigu. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to nieodzowny wymóg bycia Włochem. Na 24 rozegrane wyścigi tylko trzy zostały wygrane przez załogi spoza kraju gospodarzy. Niewątpliwie trzeba było też mieć dobry samochód – ze statystycznego punktu widzenia najlepiej Alfę Romeo, bo samochody tej marki wygrały tu aż 11 razy, albo jedno z dzieł Enzo Ferrariego, które tryumfowały w  wyścigu ośmiokrotnie.

Istnieje jednak też wiele faktów, których z lektury zwykłej tabelki się nie dowiemy. Już wtedy wyścigi były szalonym sportem, przed wojną nawet bardziej niż teraz: kierowcy nie zawsze byli zawodowymi sportowcami, zaś często zamożnymi ludźmi, którzy mogli sobie pozwolić na ekstrawagancki sposób wydawania swoich pieniędzy. Z czasem konkurencja się zaostrzyła i w kolejnych latach zaczęli tu ściągać się wszyscy zawodnicy europejskiej czołówki. Wielu z nich, mimo wielkich starań, nigdy nie osiągnęło w Mille Miglia sukcesu – nie wspomnimy więc w tym tekście niestety pięciokrotnego mistrza świata F1 Juana Manuela Fangio. Przez wielu uważany za najwspanialszego kierowcę w historii na tych trasach był dwukrotnie drugi i raz trzeci, co najlepiej ukazuje specyfikę tego wyścigu. Do grona wielkich przegranych należą także wspaniały brytyjski kierowca Peter Collins (drugi w 1956), Wolfgang von Trips i Hans Herrmann. Tym większą sławą okryli się ci, którzy zwyciężyli. Poniżej przedstawiamy tych szczególnie wartych zapamiętania.

5. Ferdinando Minoia

Dziś nawet na trasie Mille Miglia mało kto pamięta nazwisko pierwszego zwycięzcy tego wyścigu, a w swoich czasach był on jednym z największych kierowców Włoch. Co więcej, to jedna z kluczowych osób z wczesnej historii motorsportu: w 1907 roku Minoia wygrał inny wielki wyścig rozgrywany na włoskich drogach, Targa Florio. W 1923 prowadził pierwszy w dziejach bolid wyścigowy z silnikiem umieszczonym za kierowcą, Benz Tropfenwagen. W 1927 roku okazał się najszybszy w pierwszej edycji Mille Miglia. Podczas gdy wielu komentatorów wieszczyło, że nikt z 77 startujących zawodników nie dotrwa do mety, albo że wyścig będzie się ciągnął dniami, Minoia wrócił z liczącej tysiąc mil pętli po drogach Włoch już po 21 godzinach, czterech minutach i 48 sekundach. Oznacza to, że jadąc wybudowanym w nieodległym od Brescii Mediolanie OM 665 Superba – samochodem, który nie miał jeszcze pasów bezpieczeństwa, za to wyposażony był w hamulce bębnowe i opony niewiele szersze niż te dziś spotykane w rowerach – trasę wyścigu pokonał ze średnią prędkością 77,7 km/h. Po zwycięstwie w Mille Miglia, mając na karku już 47 lat, wygrał pierwszą edycję Wyścigowych Mistrzostw Europy, na którą składały się wtedy trzy Grand Prix Włoch, Francji i Belgii. Kilkanaście lat później seria ta miała ewoluować w Formułę 1.

4. Giuseppe Campari

Zwycięzca drugiej i trzeciej edycji Mille Miglia doskonale ukazuje koloryt ówczesnej stawki kierowców: równolegle z karierą na torze wyścigowym Campari rozwijał karierę śpiewaka operowego i posiadał tytuł rycerski. Jak można łatwo zgadnąć po jego pucułowatej figurze, jego wielką pasją była także kuchnia – znany był z wielkiego uwielbienia makaronów, które sam przyrządzał. Pracę przy samochodach zaczął jako nastolatek w fabryce Alfy Romeo, której zresztą pozostał wierny do końca życia. Z czasem do jego obowiązków włączono także jazdy testowe i szybko okazało się, że młody Campari ma duży potencjał na tym polu. Już w wieku 21 lat ukończył sycylijski wyścig Targa Florio na czwartym miejscu, po pierwszej wojnie światowej zdobył dla Alfy Romeo pierwsze zwycięstwa. Szczyt jego kariery przypadł na lata tryumfów w Mille Miglia. Gdy w 1930 roku dołączył do niego Tazio Nuvolari, stworzyli jeden z najsilniejszych zespołów na świecie – ale pierwsze skrzypce zaczął już grać debiutant.

3. Rudolf Caracciola

Mający korzenie we włoskiej arystokracji, Caracciola wychował się w społecznych nizinach, ale dotarł na sam szczyt. Jak po latach wspominał go Alfred Neubauer, legendarny szef zespołu wyścigowego Mercedesa, którym kierował przez blisko trzydzieści lat: „Caracciola był największym przedwojennym kierowcą wyścigowym, być może największym w historii. Nikt tak jak on nie potrafił łączyć determinacji z koncentracją, siłą fizyczną i inteligencją”. Ceniony szczególnie właśnie za niezwykłą precyzję w jeździe i mistrzowskie opanowanie wozu podczas jazdy w deszczu, na swój sposób przypominał cieszącego się równie wielką sławą w Niemczech dekady później Michaela Schumachera. Choć swojego czasu Caracciola startował też z Alfą Romeo (z którą wygrał w 1932 Grand Prix Lwowa, jedyny polski wyścig tej rangi w historii), po swoje największe sukcesy sięgnął z Mercedesem. Sześciokrotnie zwyciężał w Grand Prix Niemiec (rekord niepobity do dziś), a na przestrzeni swojej kariery przeszedł długą drogę z od wczesnych bolidów z początku lat 20. po najnowocześniejsze Srebrne Strzały. Jedną z nich, specjalnie przygotowanym modelem W125, w 1938 roku osiągnął na autostradzie A5 pod Frankfurtem niewyobrażalną nawet dziś prędkość 432 km/h. Być może najlepszym Mercedesem Caraccioli był jednak bardzo utytułowany SSK, majestatyczny przedwojenny roadster z silnikiem o pojemności 7,1 litra. Klasa tego modelu dała o sobie znać także na Mille Miglia: w 1931 roku Caracciola stał się pierwszym zwycięzcą tego wyścigu spoza Włoch, a jego SSK – pierwszym samochodem, który pokonał całą trasę ze średnią prędkością ponad 100 km/h. Caraccioli udało się osiągnąć tak fenomenalny wynik pomimo minimalnego wsparcia ze strony Mercedesa, targanego ówcześnie kryzysami. Zawodnik dysponował tylko garścią mechaników, którzy musieli przez dobę jechać bez przerwy na pełnych obrotach skrótami wzdłuż trasy, by zdążyć na każdy z punktów serwisowych.

2. Tazio Nuvolari

Historia życia Nuvolariego to na dobrą sprawę historia jego wzlotów i upadków na Mille Miglia. Gdy w 1930 roku po raz pierwszy wygrał na trasie z Brescii do Rzymu i z powrotem, Włosi pokochali swoją nową gwiazdę wyścigów, która przygodę z samochodami rozpoczęła zaledwie dwa lata wcześniej po bardzo udanej karierze na motocyklach. W następujących latach „Latający Mantuańczyk”, jak był nazywany w swojej ojczyźnie, wygrywał wszystko: Mistrzostwo Europy, 24-godzinny wyścig w Le Mans, w końcu ponownie Mille Miglia w roku 1933. I choć próbował powtórzyć ten wyczyn, do końca swojego życia (czyli przez następne dwadzieścia lat) już nigdy więcej nie zwyciężył w swojej ulubionej imprezie. Wielbiący go kibice (za jego nieskrywane emocje, bardzo żywiołowy styl jazdy, który skutkował często pościgiem konkurentów ledwo trzymającym się w całości wozem obitym licznymi zderzeniami) przez te dekady byli świadkami jego heroicznej walki z kolejnymi rywalami. Pierwszym z odwiecznych wrogów był Achille Varzi, który był przeciwieństwem „Nivoli” – zawsze opanowany, nie dawał poznać po sobie emocji nawet po wygranej. Wewnątrz siebie musiał być jednak bardzo zmotywowany, by odegrać się po przegranych z Nuvolarim, ostatecznie wychodząc z boju zwycięsko w roku 1934. Gdy Nuvolari przegrał z nim o zaledwie osiem minut, wpadł w szał. Jeszcze przed wojną poznał on jednak jeszcze poważniejszego rywala: Clemente Biondettiego. Powojenna rywalizacja z nim miała nadawać ton jego życiu już do końca jego dni. Biondetti wygrał Mille Miglia w roku 1938, a gdy panowie znów się spotkali w Brescii, w roku 1947, było jasne, że tej edycji wyścigu kibice nie zapomną jeszcze długo. Nuvolari wychodził z siebie, by swoją małą CIsitalią z silnikiem 1,1 litra wygrać z imponującą Alfą 8C 2900 Biondettiego. Prowadził przez znaczną część dystansu, ale ostatecznie uległ szybszemu wozowi kilkadziesiąt kilometrów przed metą. Niegdyś wielki bohater teraz nie miał już nic: w czasie wojny stracił dwójkę swoich dzieci, a jego dni były policzone przez raka płuc. Wyrywając się chorobie, rok później jeszcze raz podjął wyzwanie Biondiettiego i znów przez znaczną część dystansu realizował swój plan, by po paru spektakularnych zwrotach akcji ostatecznie odpaść z gry po poważnym wypadku. Ciągle szukał kolejnej szansy na pokonanie Biondiettiego, ale już jej nie dostał: zmarł w wyniku choroby w roku 1953. Choć to Biondietti ostatecznie tryumfował w Mille Miglia czterokrotnie – więcej, niż ktokolwiek inny w historii – to i tak Nuvolari pozostał na zawsze w sercach włoskich kibiców, jako jedna z najbardziej barwnych i najbardziej utalentowanych postaci w historii włoskich wyścigów.

1. Stirling Moss

Sir Stirling Moss wygrał w Mille Miglia tylko raz, ale było to zwycięstwo, które zapisało się jako najwspanialsze w historii tego wyścigu. Choć brat słynnej pilotki rajdowej Pat Moss wygrał aż 212 z 529 wyścigów, w których wystartował i jest uważany za jednego z największych zawodników w historii Wielkiej Brytanii, nigdy nie zdobył on Mistrzostwa Świata F1, mimo że usilnie próbował tego dokonać przez dziesięć lat. Zdobywał za to puchary i tytułu w wielu innych miejscach: 24-godzinnym wyścigu Le Mans (pierwszy w klasie), 12-godzinnym wyścigu w Sebring, był też drugi w Rajdzie Monte Carlo. W Mille Miglia startował sześć razy, z czego pięć nie dotarł do mety z różnych błahych powodów. Raz jednak wszystko ułożyło się w perfekcyjną całość. 25-letni wtedy Moss załapał się do fabrycznej ekipy Mercedesa, która wystawiła do startu w Mille Miglia kosmiczny model 300 SLR, w rzeczywistości tylko trochę zmieniony ówczesny rewolucyjny bolid Formuły 1, Mercedes W196. Podobnie jak on, tak i 300 SLR bazował na ramie przestrzennej ze stopu aluminium i magnezu, a jego trzylitrowy silnik o mocy 310 KM napędzany był mieszaniną benzyny, benzenu i alkoholu. Moss nie był jednak jedynym, który dysponował tą tajną bronią: podobnymi samochodami startowali także sam Juan Manuel Fangio, Karl Kling i Hans Herrmann. Rewolucyjna innowacja, która doprowadziła do transformacji całego motorsportu, wiązała się jednak z przygotowaniem pilota. W rolę tę wcielił się dziennikarz Denis Jenkinson, który przygotował się do wyścigu na niespotykaną wcześniej skalę: razem z Mossem przed wyścigiem parokrotnie przejechał całą 1600-kilometrową trasę i przez ten czas wykonał drobiazgowe notatki na temat wszelkich niebezpieczeństw czających się na trasie, po czym przepisał cenne informacje na kartki zwinięte w rulon, który mógł sprawnie przewijać, siedząc na fotelu obok Mossa. Pomysł rodził się w bólach – gdy Moss był skupiony, przeszkadzał mu głos Jenkinsona, więc ten wydawał mu tylko sygnały rękami, ale ta osobliwa współpraca przyniosła epokowe osiągnięcie, które zmieniło cały świat motorsportu. Startując dokładnie o 7.22 rano, duet w Mercedesie zameldował się z powrotem z Brescii po wizycie w Rzymie już o 17.29 tego samego dnia. Ich przejazd zajął tylko 10 godzin, 7 minut i 48 sekund, mniej niż połowę czasu pierwszego zwycięzcy niecałe 30 lat wcześniej. Przez ten czas niemiecka Srebrna Strzała wielokrotnie zbliżała się do prędkości 300 km/h, przejeżdżając cały prowadzący międzymiastowymi drogami dystans ze średnią prędkością 159 km/h. Wynik Mossa był jak z innego świata – drugi na mecie Fangio zaliczył czas aż 33 minuty gorszy. Ostatecznie już nigdy nikomu nie udało się go poprawić. Start Mossa został zapamiętany jako najwspanialszy przejazd w historii Mille Miglia, a może i całego motorsportu.

Mateusz Żuchowski

Poleć ten artykuł znajomym