PARTNER SERWISU

WP - moto

Włochy w tysiąc mil: tędy przebiega trasa Mille Miglia

Trasa Mille Miglia z początku została z praktycznych względów wytyczona najlepszą drogą z Brescii do Rzymu i z powrotem. Choć licząca 1600 km pętla miała w kolejnych latach zupełnie różny przebieg, za każdym razem pozwalała zobaczyć najlepsze, co mają do zaoferowania Włochy.

20.05.2017

Trasa biegnąca od Brescii przez słynące ze wspaniałej kuchni Parmę, Modenę i Bolonię, następnie przez toskańską Florencję i Sienę, Wieczne Miasto Rzym, kolejno przez leżące nad Adriatykiem Anconę i Rimini, a w końcu przez usytuowane już w przedsionku Alp Ferrarę, Padwę, Vicenzę i Veronę, brzmi jak instrukcja dla turystów z jakiegoś popularnego przewodnika po Włoszech. Ile potrzeba na jej pokonanie – tydzień? 10 dni? Nic z tych rzeczy – to szlak pierwszej edycji niesamowitej Mille Miglia, którą w 1927 roku zwycięski kierowca Giuseppe Morandi pokonał w swoim wozie marki OM w zaledwie 21 godzin i 5 minut jazdy na pełnych obrotach bez chwili wytchnienia.

Trasa zmieniała się co roku – w 24 edycjach Mille Miglii rozgrywanych w oryginalnej formule wykorzystano w sumie jej trzynaście wersji – a organizatorzy, poza Brescią i Rzymem, nie byli przywiązani do żadnych miast czy nawet kierunku pokonywania okrążenia oraz jego kształtu. Najlepszym tego przykładem była już pierwsza edycja: podczas gdy teraz okrążenia biegnie całkiem kształtną pętlą, którą zawodnicy przemierzają zgodnie z ruchem wskazówek zegara, 90 lat temu uczestnicy wyścigu ruszyli w przeciwnym kierunku na okrążenie o kształcie… ósemki (trasa nie krzyżowała się, ale spotykała w Bolonii). We Włoszech w końcu najważniejszymi tradycjami pozostają spontaniczność i niekonsekwencja!

Trasa pierwszej Mille Miglia

Gdy opisywani w artykule o historii Mille Miglii „czterej muszkieterowie” postanowili zorganizować wyścig, nie byli pewni praktycznie niczego: czy naprawdę uda się zorganizować tak wielkie przedsięwzięcie, czy ktokolwiek się zgłosi na start, no i – czy uda się przygotować trasę. Nakręcone przez media oczekiwania społeczeństwa były już tymczasem bardzo wysokie. Dla wielu byłaby to krytycznie stresująca sytuacja, tymczasem wydostanie się do publicznej informacji wieści o zaplanowanym wielkim wyścigu dookoła Włoch było świadomym zabiegiem organizatorów – chcieli postawić administrację - tak na poziomie lokalnym, jak i krajowym - przed faktem dokonanym, zanim ta zdążyłaby powstrzymać czwórkę dzielnych mieszkańców Brescii. By zwiększyć szanse powodzenia, organizatorzy połechtali jeszcze ego rządzącej ówcześnie partii faszystowskiej, nie przez przypadek prowadząc trasę ze swojego rodzinnego miasta do Rzymu. Ostatecznie więc w miarę szybko udało się uzyskać zwolenników w stolicy, co z kolei dało zielone światło do przejazdu przez wszystkie kolejne miejscowości – któż w końcu odważyłby się sprzeciwić partii rządzącej?

Taka skrócona historia może sprawiać wrażenie, że organizacja pierwszej Mille Miglia była dla organizatorów jak bułka z masłem, ale nic bardziej mylnego: uzyskanie wszelkich pozwoleń, przekonanie nieprzekonanych i poskładanie organizacji całej trasy w czasach, gdy nawet telefony były wielką rzadkością, było niesamowitym wysiłkiem dla wielu osób z całej Brescii – nie tylko czwórki założycieli, ale i lokalnych dziennikarzy, polityków i innych działaczy. W skali dzisiejszych eventów to jednak dalej była tylko garstka osób, która musiała zrobić wszystko własnymi rękami. Jeden ze współzałożycieli wyścigu, wytyczający trasę pierwszej edycji, Chino Mazzotti i wybrany z ramienia partii redaktor naczelny gazety „Popolo il Brescia”, Alfredo Giarratana objeżdżali przyozdobionym napisami "Mille Miglia" wozem marki Isotta Fraschini kolejne miasta, ustalając trasę z miejscową administracją, ale i rozdając mieszkańcom gadżety i tysiące ulotek, które reklamowały wydarzenie i instruowały, jak należy się zachować przy przejeżdżających bolidach zawodników. Para Włochów działała pod ogromną presją czasu. Jeździli bez wytchnienia całymi dobami, czasem przyjeżdżając na spotkania dopiero w środku nocy, śpiąc po drodze w samochodzie.

Ich wielki wysiłek opłacił się – licząca 1600 km trasa biegnąca przez połowę Włoch była dobrze oznakowana, a pierwsza edycja odbyła się bez żadnych incydentów, co zadziwiło nawet samych inicjatorów. Kibice spisali się na medal: wspaniale dopingowali kierowców od bladego świtu, w nocy zapewniając zawodnikom oświetlenie, stojąc wzdłuż trasy z latarkami i pochodniami. Od pierwszej edycji trasa i kibice Mille Miglia są nieodłącznym elementem legendy tego wydarzenia.

Trasa Mille Miglia 2017

Włochy można zwiedzać dziś na wiele sposobów. Kraj ma świetnie rozwiniętą sieć pociągów, samoloty – wiadomo, najszybsze; są też skracające czas podróży autostrady – drogie, ale pozwalające omijać wszystkie miejscowości i górskie przełaje. Ale… dlaczego ktokolwiek chciałby to sobie robić? We Włoszech każda mieścinka, każda uliczka jest wydarzeniem. Przez każde pasmo górskie przechodzi kręta droga, która przybliża fanów motoryzacji do nieba dosłownie i w przenośni. W całych Włoszech jest dziś 26 000 kościołów i jeszcze trzy razy tyle knajp, a na trasie Mille Miglia ma się wrażenie, jakby przez cztery dni widziało się dokładnie wszystkie z nich. Jazda przez takie miejsca, to nie może być zwykły wyścig.

Jak za dawnych lat, pierwszy etap tegorocznej edycji Mille Miglia przebiega przez najpiękniejsze miasta Lombardii i Wenecji Euganejskiej. Po odprawie technicznej, która sama w sobie byłaby wystarczającą atrakcją dzięki widokowi 460 najcenniejszych wozów klasycznych egzaminowanych pod dachem jednej hali Fiera di Brescia, każdy z uczestników kolejno rusza z rampy w centrum miasta w liczącą blisko 300 km pogoń na wschód kraju. Po krótkiej wizycie nad spektakularnym Jeziorem Garda samochody zapuszczą się w gąszcz ulic większych i mniejszych miasteczek połączonych nieprzeciętną urodą i wyjątkową historią. Uczestnicy nie będą jednak mieli wielu chwil na podziwianie zabytków nawet w Padwie, gdzie etap się kończy: kilka godzin snu, nerwowe poprawki przy samochodach i w drogę na południe…

Pomimo zbyt krótkiej nocy, przed kierowcami kolejne blisko 600 km jazdy. Choć dziś uczestnicy zostawiają Alpy za plecami, przed nimi nie mniejsze wyzwanie - przeprawa przez Apeniny. Walcząc z podjazdami, kilkudziesięcioletnie silniki muszą pracować na maksymalnych obrotach, tymczasem ostre zjazdy testują sprawność archaicznych hamulców.

Na osłodę trudów członkom wyścigu pozostaje kolejna porcja wszystkiego najpiękniejszego, co Włochy mają do zaoferowania. Ferrara, Ravenna czy Rzym to stałe punkty w historii Mille Miglia i wyjątkowe miasta, szczególnie w czasie rajdu. Gdy późną nocą setki wspaniałych klasyków dobijają do Wiecznego Miasta, zmienia się ono w prawdziwą stolicę – motoryzacji.

Trzeciego dnia kolejny maratoński etap – sześćset kilometrów. Na mapie trasa wygląda na prostą, ale w rzeczywistości składa się z szybkich, niebezpiecznych dróg z częstymi zmianami wysokości i kierunku jazdy. Początkowo zbita stawka rozciąga się na trasie i przerzedza. Kolejne bezcenne okazy mogą paść ofiarą przebitej opony, odrapanego lakieru lub usterki, która wyeliminuje wóz z dalszej jazdy. Z drugiej strony, sama jazda tym etapem już jest największą z nagród: wyglądające jak kadry z filmu krajobrazy Lacjum i Toskanii pojawiają się naprzemiennie z historycznymi miastami, których władze chętnie otwierają przed Mille Miglia wszystko, co najlepsze – tak jak w Sienie, gdzie stawka po raz kolejny przejedzie przez pochylony plac Il Campo, na którym w innych dniach roku odbywa się słynna gonitwa koni. W Modenie natomiast odżyje chwała dawnej włoskiej motoryzacji – to dokładnie w tym sąsiedztwie powstały przecież samochody, które zapełniają znaczną część listy startowej…

Ostatni odcinek jest już stosunkowo krótki – liczy około 250 km – więc już żaden z kierowców nie chce popełnić błędu, myślami będąc przy wspaniałej paradzie zwycięzców, która czeka na nich dokładnie w tym samym punkcie w Brescii, skąd ruszali w przeciwnym kierunku ledwo trzy dni temu. Nawigację utrudnia natężający się ruch uliczny, przez który uczestnicy muszą się przebijać ku bezlitośnie wyznaczonym normom czasowym z pomocą torującej drogę policji. Wczesnym popołudniem wozy dotrą już do Brescii, by uczestnicy mogli świętować swoje osiągnięcie wraz z tłumnie zgromadzoną publicznością. Po całorocznych wyrzeczeniach, wielkich nerwach i zmęczeniu to już koniec – więc jak to możliwe, że już nie możemy się doczekać kolejnej edycji…?

Mateusz Żuchowski

Poleć ten artykuł znajomym