PARTNER SERWISU

WP - moto

Miasto w cieniu trzech wież. Dzień w San Marino

Już z daleka wygląda dostojnie. Stroma skała zwieńczona wieżami trzech obronnych zamków. To one czuwają nad trzecim najmniejszym państwem Europy, zwanym "najstarszą republiką świata". San Marino, bo o nim mowa, jest częstym celem jednodniowych wycieczek. Niektórzy przybywają podziwiać widoki, inni – na zakupy.

17.05.2017

San Marino chciałam zobaczyć od dawna. Polacy wiedzą o nim niewiele. Kojarzy się głównie z piłkarską drużyną, na którą tak często nasza kadra trafia w eliminacjach do futbolowych turniejów. Ale poza ekipą San Marino ma także historię, atmosferę, no i ten widok roztaczający się ze szczytu skały.

Miasto serpentyn

Całe państwo to 61 kilometrów kwadratowych powierzchni. Jest więc osiem i pół razy mniejsze od Warszawy i dwukrotnie mniejsze od Radomia. Jeśli chcielibyśmy porównywać wielkość San Marino z którymś z polskich miast, wybór padłby na Suwałki. Choć i one są od tego państwa nieco większe.

Nad miastem góruje Monte Titano, Góra Tytanów, wznosząca się na wysokość 749 m n.p.m. To na jej szczycie stoją obronne zamki połączone murami obronnymi. Najstarszą i zarazem największą jest twierdza La Rocca o Guaita, zbudowana bezpośrednio na skale w XI wieku. Poniżej rozciąga się starówka, a jeszcze niżej – samo miasto.

Ruszam w drogę. Turyści chętnie przyjeżdżają na kilkugodzinny wypad do San Marino z wybrzeża autobusem. Daleko nie jest, w linii prostej zaledwie 10 kilometrów, z adriatyckiego kurortu Rimini – kilkanaście. Cena biletu to kilka euro w jedną stronę. Ja jednak przyjeżdżam samochodem. Pierwszy raz San Marino odwiedzam jesienią. Turyści chętnie przyjeżdżają na kilkugodzinny wypad do San Marino z wybrzeża autobusem. Daleko nie jest, w linii prostej zaledwie 10 kilometrów, z adriatyckiego kurortu Rimini – kilkanaście. Cena biletu to kilka euro w jedną stronę. Ja jednak przyjeżdżam samochodem. Nie spodziewam się tłumów. I rzeczywiście tłumów nie ma. W tym roku przez San Marino przebiegał jeden z etapów tegorocznego i zarazem jubileuszowego rajdu Mille Miglia, zwanego "najpiękniejszym wyścigiem świata". Przez północne i środkowe Włochy przejechało ponad 400 zabytkowych aut. Przez San Marino pomknęły 19 maja.

Umiłowanie wolności

Podejmuję kolejną próbę. Tym razem w maju, a pogoda dopisuje. Nawet nie próbuję wjeżdżać wyżej. Parkingów u podnóża skały jest kilka, a im wyżej, tym w sezonie trudniej znaleźć legalne miejsce postojowe. Zostawiam więc auto niżej i ruszam pod górę. Mogłabym podjechać kolejką linową, która za kilka euro podwozi turystów, ale postanawiam być twarda i wybieram pieszą wspinaczkę. Do zamkniętego dla ruchu kołowego centrum wchodzi się przez Bramę Świętego Franciszka (Porta do San Francesco). Dawniej była tu brama do miasta i siedziba broniącej murów straży.

Samo miasto robi bajkowe wrażenie. Kręte uliczki, kamienne domy, klasztory, zaułki, kościółki. Korci mnie, by przysiąść w jednym z barów na cappuccino albo szklankę wody mineralnej, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Dochodzę do Piazza della Libertà – Placu Wolności. Mieszkańcy San Marino właśnie wolność cenią sobie przede wszystkim. Wynika to z historii republiki – jako jedyna z licznych włoskich państw-miast uniknęła zjednoczenia i do dziś jest oddzielnym bytem państwowym, choć otoczonym przez Włochy dosłownie ze wszystkich stron. Przyjeżdżających do San Marino nawet wita napis "Witajcie w ziemi wolności".

Ale wróćmy do zwiedzania. Przy Piazza della Libertà mieści się Palazzo Publico, w którym rezydują władze miejskie i państwowe. Na samym placu stoi statua – jakżeby inaczej – wolności. Ale to nie pomnik przykuwa moją uwagę, a widok, roztaczający się z placu. Dolinę leżącą u stóp skały widać jak na dłoni. Rzeczywiście, to jest sceneria do rozmyślania o wolności!

Ruszam dalej i już żałuję, że pogardziłam kolejką linową. Brukowane strome uliczki i schodki dają się mi już mocno we znaki. Droga wiedzie wciąż pod górę w kierunku twierdza La Rocca o Guaita. Widoki jednak wynagrodzą każdy trud. Kto chce jednak jeszcze po wspinaczce pozwiedzać, może zobaczyć kolekcję w Muzeum Starej Broni mieszczącym się w La Cesta o Fratta, środkowej wieży fortyfikacji. Trzecia wieża nie jest dostępna dla zwiedzających, oglądać ją można tylko z zewnątrz.

Pora na obiad. Jeść jest gdzie, kuszą szczególnie restauracje, których stoliki przytulają się do średniowiecznych murów. Kuchnia San Marino jest identyczna jak włoska, można więc wybierać w pizzy, pastach i przekąskach. Mieszkańcy republiki szczególnie lubią ryby. Warto spróbować tutejszej zupy rybnej brodetto.

Wielu przybywających do San Marino skupia się głównie na zakupach. Całe państwo to strefa wolnocłowa, więc szczególnym powodzeniem cieszą się perfumy i alkohole. Nie brakuje też butików światowych domów mody. Ale to za chwilę. Na razie pozostanę przy swoim stoliku przy murach i poddam się dolce far niente.

Agata Oleksiak

Poleć ten artykuł znajomym