Próba generalna przed Mille Miglia: ostatni trening Perlage Team przed startem

Choć trwające cztery dni zmagania dookoła Włoch stanowią ogromny wysiłek dla załóg i samochodów, są one zaledwie zwieńczeniem miesięcy trudów i sprawdzianów. Towarzyszymy Perlage Team podczas ostatniego treningu na polskiej ziemi by zobaczyć, jak wyglądają przygotowania do takiego wyzwania jak Mille Miglia.

Bezcenny Aston Martin DB2 z 1952 roku dziarsko rozpędza się do wysokich prędkości na pustym placu, gwałtownie zawraca w akompaniamencie pisku opon i podjeżdża do bloków startowych, gdzie czeka już obsługa z mierzącą czas fotokomórką. Oprzyrządowanie jest gotowe, pilot podnosi kciuk w górę, po czym kierowca… ostrożnie rusza i przy prędkości w okolicach 50 km/h snuje się do położonego kilkaset metrów dalej punktu kontrolnego. Tam również się zatrzymuje, pilot dostaje chwilę na zanotowanie czasu, po czym auto znów rusza w ten na pozór najdziwniejszy z wyścigów aż do kolejnego punktu pomiaru czasu. Po kolejnym załoga Perlage Team kończy swoje pierwsze okrążenie. Przez cały dzień pokona ich w sumie dobrze ponad sto. W ten sposób trenowana jest mierzona z dokładnością co do ułamkowej części sekundy regularność, która jest teraz kluczem do zwycięstwa w Mille Miglia.

Proste i spokojne w teorii, szalone i nieprzewidywalne w praktyce

Autor: Błażej Żuławski

Źródło: moto.wp.pl

Oryginalna Mille Miglia z lat 1927-1957 była wyścigiem: zawodnicy startowali wczesnym rankiem z Brescii w minutowych odstępach i wygrywał ten, kto dotarł tu w najkrótszym czasie z powrotem po zameldowaniu się w Rzymie. Gdy walka o jak najszybszy przejazd stała się już zbyt niebezpieczna, w 1977 roku legendarne wydarzenie powróciło już w nowej formie – popularnego w środowisku zabytkowej motoryzacji rajdu na regularność.

Brzmi to jak możliwie najmniej ekscytujący sposób jazdy samochodem, ale wcale tak nie jest: nawet w swojej współczesnej formie, Mille Miglia jest bezlitosnym sprawdzianem talentu i wytrzymałości tak startujących załóg, jak i ich samochodów. Choć rajd na regularność w swojej nazwie nie zwiastuje zaciekłej rywalizacji na wysokich obrotach, to gwarantuje wielkie emocje i widowiskową jazdę.

W teorii zadanie jest bardzo proste: przejechać określony kawałek drogi w określonym czasie. W praktyce brzmi ono jednak bardziej jak: przedrzeć się przez kilkaset kilometrów trasy bezcennym kilkudziesięcioletnim zabytkiem wśród wychodzących na drogę fanów, zmiennych warunków pogodowych, regularnego ruchu ulicznego, korków, rond i świateł drogowych w czasie wyliczonym co do sekundy. I tu zaczyna się urok tej rywalizacji.

Autor: Błażej Żuławski

Źródło: moto.wp.pl

Formalnie, rajd na regularność zakłada przejechanie określonego odcinka z wyznaczoną średnią prędkością, najczęściej mieszczącą się w przedziale 40-50 km/h. Aby tego dokonać, można posiłkować się oprzyrządowaniem, na które składają się tak wyszukane narzędzia jak książka nawigacyjna, prędkościomierz, licznik przebiegu i… zegarek ze stoperem (a najlepiej kilka – na kolejne odcinki). Pilot ma więc tu co robić, ale kierowca też nie może narzekać na brak emocji. Choć osiągnięcie średniej prędkości mieszczącej się w ograniczeniu obowiązującym w terenie zabudowanym nie wydaje się żadnym wyzwaniem, przy najbliższej okazji sprawdźcie jaką średnią prędkość pokazuje komputer pokładowy w Waszych samochodach. Zapewne będzie dużo niższa, niż się spodziewacie. By zmieścić się w wyznaczonym przez organizatorów limicie czasowym, kierowcy czasem muszą jechać na maksimum możliwości – swoich i swojego wozu. Choć w obecnym Mille Miglia już nikt nie ryzykuje swojego życia, nie każdy samochód dojeżdża do mety w jednym kawałku. Taryfy ulgowej nie mają nawet te warte miliony, najcenniejsze okazy.

Idealny wynik jest oczywiście nieosiągalny, więc gra tutaj toczy się o to, kto zanotuje najmniejsze odchylenie od wyznaczonego celu. Każde spóźnienie na punkcie pomiarowym (tak samo zresztą jak i zbyt wczesne przybycie) wiąże się z punktami karnymi, których zebrana na mecie liczba decyduje o końcowej klasyfikacji rajdu. Zmiana formuły Mille Miglia przy jej reaktywacji wiązała się z troską o zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom, ale i umożliwiła angażującą rywalizację wszystkim startującym, niezależnie od wieku, osiągów i typu ich samochodu. By zrównoważyć szanse, punkty nie są naliczane dla wszystkich jednakowo, a ważone według specjalnie opracowanych współczynników. Dają one większe szanse pojazdom starszym i wolniejszym, ale i faworyzuje egzemplarze, które startowały w którejś z oryginalnych edycji wyścigu, wygrały go lub są dla niego szczególnie ważne.

Autor: Błażej Żuławski

Źródło: moto.wp.pl

Oczywiście w czterodniowej podróży przez całe Włochy muszą trafić się i nieprzewidywalne sytuacje, które zaskakują po równi tak uczestników, jak i samych organizatorów. Wtedy to, pośród totalnego chaosu i gigantycznych spóźnień, rajd na regularność staje się po prostu walką o przetrwanie. Gwoździem programu są tu jednak te momenty, które oddzielają doświadczonych zawodowców od tych, którzy podeszli do Mille Miglii ze zbyt małym respektem. Poziom czołówki jest bardzo wysoki i rywalizacja w niej może toczyć się dosłownie o setne części sekundy, które są wyrażone tylko minimalnymi różnicami punktowymi w ostatecznej klasyfikacji.

Przygotowania Perlage Team od kulis

Dlatego też dzisiejsza sesja treningowa odbywająca się na nowym podwarszawskim torze w Modlinie ma niebagatelne znaczenie dla tego, jak będą przebiegały ponad miesiąc później cztery dni rywalizacji we Włoszech. Co może wyglądać na zabawę pomiędzy paroma słupkami, w rzeczywistości jest żmudną pracą polegającą na kalibracji pokładowych urządzeń, wyrabianiu odpowiednich nawyków i dopracowywaniu współpracy pomiędzy kierowcą a pilotem. To doświadczenie, którego nie kupią żadne pieniądze – trzeba je po prostu wyjeździć.

Autor: Błażej Żuławski

Źródło: moto.wp.pl

Jadąca samochodem para nie jest dzisiaj oczywiście sama. Start w Mille Miglia to wielkie przedsięwzięcie. Już podczas tego tylko treningu wokół samochodu krząta się szereg osób: obsługa oprzyrządowania pomiarowego, doświadczeni trenerzy udzielający swoich rad oraz specjaliści z Rzepecki Auto, którzy przygotowywali ten samochód do startu. We Włoszech z kolei Perlage Team oprócz załogi auta będzie tworzyła także cała ekipa mechaników. Podliczając wszystkich razem, startem „polskiego” Aston Martina DB2 w Mille Miglia żyje przez kilka miesięcy kilkanaście osób.

W Modlinie największe emocje towarzyszą zapewne panu inżynierowi Maciejowi Rzepeckiemu, którego warsztat podjął się niezwykle trudnego zadania restauracji tego bardzo rzadkiego i cennego samochodu oraz przygotowania go do tak morderczej próby jak Mille Miglia. Kierowca Perlage Team Krzysztof Weka serwuje zabytkowemu autu przyspieszony kurs tego, czego może spodziewać się we Włoszech: bezlitośnie kręci liczący sobie już ponad pół wieku silnik do najwyższych obrotów, wrzuca wąskie tylne opony w poślizgi i rozpędza się do prędkości, jakich nikt nie spodziewałby się po tym klasycznym brytyjskim GT w tradycyjnym kolorze British Racing Green. DB2 znosi te próby bez najmniejszej oznaki słabości. Załoga ma także powody do zadowolenia ze swojej formy w próbach regularności. W niektórych momentach rozbieżności pomiędzy kolejnymi przejazdami tego samego odcinka sięgały co najwyżej setnych części sekundy. Ciężko o lepszy wynik.

Skoro wszystko jest dopięte na ostatni guzik, Perlage Team jest gotowe do startu! Jeszcze gorący od ostrej jazdy zabytkowy Aston Martin jest pakowany na przyczepę. Kolejny przystanek – Brescia.

Poleć tę relację znajomym
Udostępnij Tweetnij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.