Oko w oko Aston Martinem DB2: niezwykły klasyk Teamu Perlage

Zabytkowe coupe, którym Team Perlage walczył w tym roku na trasach Mille Miglia, w osobistej konfrontacji okazuje się być rasowym wozem wyczynowym: pomimo ponad pół wieku na karku, to bardzo głośna, szybka i wymagająca maszyna.

Gdy legendarną brytyjską markę przejmował w 1947 roku przemysłowiec David Brown, miał on już jasną wizję tego, co chce z niej stworzyć: domyślny wybór dla dżentelmenów i playboyów, ceniących sobie wysokie osiągi przy zachowaniu wieczorowej elegancji i komfortu prowadzenia pozwalającego na spontaniczne wypady na południe Europy. Tak zrodziły się ekskluzywne wozy typu GT, których podręcznikowym przykładem były modele noszące inicjały Davida Browna. Dziś to dziedzictwo wypełnia nowoczesne superauto o nazwie DB11. W 1950 roku tę linię zapoczątkował model DB2.

Pokazane światu trzy lata po przejęciu marki przez Browna sensacyjne coupe co prawda już zdradzało intencje nowego szefa, ale nie udało mu się zrealizować jeszcze wszystkich jego założeń. Pod jego maską pracował już co prawda zupełnie nowy, zapewniający nieporównywalnie wyższą kulturę pracy niż wcześniejsze jednostki marki silnik o pojemności 2,6 litra opracowany przez samego W.O. Bentleya (David Brown kupił prawa do jego wytwarzania wraz z całą kolejną marką samochodów – odradzającym się teraz wytwórcy luksusowych limuzyn Lagonda). Sam ten fakt nie pozwolił jednak DB2 stać się jeszcze w pełni dojrzałym, luksusowym GT. Może to i dobrze, bo dzięki temu zachował on charyzmę i nieposkromionego ducha dotychczasowych Aston Martinów: stosunkowo prostych, surowych i bardzo wymagających maszyn.

Autor: Filip Blank

Źródło: Mille Miglia 2018

Żywy mechaniczny organizm

Stojąc w szpagacie pomiędzy dwoma tak jakże kontrastującymi ze sobą charakterami, w osobistej konfrontacji DB2 robi porażające wrażenie. Na zdjęciach w końcu to stosunkowo proste, ewidentnie podporządkowane aerodynamicznej funkcji nadwozie autorstwa późniejszego projektanta samolotów Franka Feeleya nie zapada szczególnie w pamięci: ot, trudne do zidentyfikowania, konserwatywne coupe z dawno minionych czasów.

Na żywo jednak DB2 ożywia kolejne zmysły. Najpierw pobudza wzrok. Oczy wyłapują szczegóły sugerujące, że mamy do czynienia z naprawdę poważną maszyną: cudownie zdobione światła Lucasa, skórzane rzemyki trzymające na swoim miejscu wielką maskę, wyczynowe koła szprychowe Borrani z Mediolanu, dwie rasowe końcówki układu wydechowego. Następnie, w zaskakującym zwrocie akcji, nagle ożywia się… węch. To właśnie zapach najwięcej mówi o bogatej historii zabytkowego samochodu. Niepodrabialną atmosferę w kabinie buduje aromat kilkudziesięcioletniej skórzanej tapicerki, przez który przebijają się silniejsze nuty smarów i benzyny. To jest żywy mechaniczny organizm, a nie bezduszne urządzenie do przemieszczania się z punktu A do B.

Autor: Filip Blank

Źródło: Mille Miglia 2018

DB2 zdołał wywołać już tyle emocji, a najlepsze cały czas przed nami: uruchomienie silnika. Chwila metalicznego chrypienia ustępuje, gdy sześciocylindrowy motor ogłasza swoją gotowość do walki świdrującym uszy, głodnym wysokich obrotów, analogowym wrzaskiem. Na tym akustyczne atrakcje się nie kończą: każde jedno wciśnięcie sprzęgła, zmiana biegu czy muśnięcie pedału gazu wyzwala całą arię chrząknięć, szarpnięć i strzałów.
Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że takich samochodów się już nie robi. Ale dopiero kontakt z DB2 jest w stanie uzmysłowić, ile zmieniło się w motoryzacji przez ostatnie sześćdziesiąt lat. Pod maską, obok obwiązanych parcianymi taśmami kolektorów wydechowych (tak kiedyś wyglądała termoizolacja) uwagę przykuwa… słoik, który tutaj pełni rolę zbiornika na płyn do spryskiwaczy. Zabytkowy kawałek szkła już sam w sobie jest bezcennym artefaktem, podobnie jak przywiązany obok… młotek. Wyposażony w miękki obuch przyrząd to nieodzowny atrybut kierowcy wyścigowego z dawnych czasów, który może się przydać podczas awaryjnej sytuacji także podczas Mille Miglia – służy on do luzowania śrub trzymających koło w piaście.

Na tym etapie jasne jest już, że poskromienie DB2 stanowi wyzwanie w niczym nieprzypominające prowadzenie dzisiejszych samochodów. Podczas gdy współczesne superauta mogą mieć dużo więcej mocy i wiele rozwiązań pozwalających im katapultować się do wielkich prędkości w parę sekund, z dzisiejszej perspektywy osiągi powojennego, wyścigowego Aston Martina wyglądają relatywnie skromnie. Niecałe 130 KM i wynikające z tego przyspieszenie do 100 km/h w 10,7 sekundy oraz prędkość maksymalna w regionie 200 km/h to liczby dziś dostępne już nawet dla miejskich kompaktów.

Autor: Filip Blank

Źródło: Mille Miglia 2018

…i to właśnie doskonale dowodzi faktu, że emocje z prowadzenia wcale nie kryją się w liczbach! DB2 to w końcu pełnokrwista maszyna wyścigowa, wymagająca dużej wprawy w prowadzeniu, a przy tym sporej dozy odwagi. Wielka ebonitowa kierownica choć trochę ułatwiania dowodzenie przednimi kołami, do których jest podłączona bezpośrednio bez żadnego znieczulenia. Wymagający zamaszystych ruchów układ kierowniczy działa z opóźnieniem, ale to może i dobrze, bo przez to wygładza ruchy czułego, miękkiego zawieszenia, które z każdą zmianą kierunku jazdy przechyla nadwozie na boki. Zadania nie ułatwiają dające marną z dzisiejszego punktu widzenia przyczepność opony oraz już całkiem zerową skuteczność hamulce. Prowadzenie takiej maszyny jest dużo bardziej angażujące niż dzisiejszych aut obrośniętych wspomagaczami; autentycznie męczy fizycznie i umysłowo, bo wymaga nieustannego nadzoru półwiecznych wskazówek deski rozdzielczej. Te opisują funkcjonowanie wielu zmiennych, takich jak poziom oleju czy napięcie akumulatora. Poświęcenie uwagi tym wszystkim zadaniom przy jednoczesnym precyzyjnym kontrolowaniu tempa jazdy na regularność pośrodku chaosu Mille Miglia nagle wygląda na zadanie z gatunku ekstremalnych.

Autor: Filip Blank

Źródło: Mille Miglia 2018

"Trzeba mieć szczęście”

Tak samo karkołomnym wyzwaniem jest też próba odbudowywania rzadkiego DB2. Start w takiej imprezie jak Mille Miglia dla kilkudziesięcioletniego, wyczynowego auta klasycznego stanowi ogromne obciążenie, do którego musi być przygotowane bez żadnych kompromisów. Nie dziwi więc, że Perlage Team misję przygotowania samochodu do startu powierzyło zakładowi Rzepecki Auto z podwarszawskiej Jabłonny. Od 1985 roku warsztat Macieja Rzepeckiego opuściło już około czterysta odnowionych klasyków. Uznany ekspert klasycznej motoryzacji przyznaje jednak, że przygotowanie tego samochodu do startu w Mille Miglia było najtrudniejszym przedsięwzięciem w jego życiu: "Do doprowadzenia tego samochodu do stanu, w jakim go teraz widzimy, poświęciliśmy w sumie 3700 roboczogodzin. Projekt zaczęliśmy pod koniec września zeszłego roku i od tego czasu pracowała dedykowana różnym zadaniom cała grupa specjalistów. W czasie tych ostatnich miesięcy wiele różnych niespodzianek nie pozwoliło mi się nudzić ani przez chwilę. W DB2 problemy sprawia właściwie wszystko. To po bardzo trudny do restauracji samochód. Jego silnik to po prostu wymysł szatana – dość powiedzieć, że da się go zmontować w całość wyłącznie wieszając go w pionie”.

Autor: Filip Blank

Źródło: Mille Miglia 2018

Renowacja Aston Martina na takim najwyższym, światowym poziomie wiąże się z operacjami, których skomplikowanie wykracza daleko poza wyobraźnię nawet fanów motoryzacji. Maciej Rzepecki opowiada: "Proces przygotowania zabytkowego samochodu do Mille Miglia zaczyna się tak, jak każdej gruntownej renowacji, czyli od rozebrania całego samochodu aż po ostatnią śrubkę. W przypadku tego DB2 była to na swój sposób projekt na miarę: dopasowaliśmy do załogi szczegóły we wnętrzu i ustawienia, tak by dać jej choć minimum komfortu i łatwości obsługi. Na przestrzeni tego tysiąca mil DB2 będzie poddany przeróżnym obciążeniom, więc przy swojej pracy musieliśmy zwrócić szczególną uwagę na zmiany materiałowe, które nastąpiły po tylu latach od produkcji. Wszystkie podzespoły odpowiedzialne za trwałość zostały prześwietlone promieniami Roentgena i sprawdzone ultradźwiękami. Tym sposobem wyłapaliśmy całą masę odkształceń strukturalnych”.

Jednak nawet wysokie kompetencje Macieja Rzepeckiego nie były jeszcze gwarantem sukcesu. Doświadczony restaurator przyznaje, że odbudowa DB2 wymaga także… fuksa: "Przy składaniu takiego samochodu niezbędne jest ogromne doświadczenie, ale nawet i ja w pewnych momentach musiałem po prostu liczyć na szczęście. I mówię to zupełnie serio. Mimo najszczerszych chęci, w samochodach takim jak ten, niektóre rzeczy mogą się po prostu udać lub nie”. Oto DB2 w pigułce: nieodgadnione, nigdy do końca nieposkromione, a przez to jeszcze bardziej pociągające…

Poleć tę relację znajomym
Udostępnij Tweetnij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.