Czasem dramatyczna, zawsze piękna: historia modeli DB Aston Martina

Choć Aston Martin ma już 105 lat, całą jego historię można zawrzeć w dwóch literkach: DB. To one wieńczyły wszystkie najlepsze modele tej marki. Wzięły się od osoby, która stworzyła jej legendę.

Budzące zachwyt swoim wprost bezbłędnym stylem i uznanie wysokimi osiągami modele DB2, DB5 czy najnowszy DB11 to absolutna kwintesencja Aston Martina. To prawda, że wozy pewnej konkurencyjnej marki z Maranello dużo skuteczniej ściągną na siebie wzrok wszystkich naokoło, a te z Zuffenhausen pozwolą ci wykręcić lepsze czasy na torze wyścigowym. Ale kiedyś w końcu dojrzejesz do wniosku, że w życiu liczy się coś więcej. Wtedy łączące blichtr Jamesa Bonda, komfort zachęcający do transkontynentalnych podróży i niewymuszone sportowe osiągi modele z linii DB okazują się prawdziwą perłą w świecie motoryzacji.

De facto Aston Martina w znanej nam formie zawdzięczamy nie tyle jego założycielom, Lionelowi Martinowi i Robertowi Bamfordowi, co człowiekowi, który kryje się za inicjałami DB. To brytyjski przemysłowiec David Brown przejął podupadającą (po raz kolejny) markę w 1947 roku i przez następne dekady zbudował z niej prawdziwą ikonę motoryzacji. Brown stał się właścicielem Aston Martina w bardzo brytyjski, ekscentryczny sposób: napotykając na niewielkie ogłoszenie w gazecie The Times, które tajemniczo informowało o możliwości zakupu "biznesu motorowego wysokiej rangi”. Zaintrygowany skontaktował się z ówczesnymi właścicielami firmy, którzy mogli się pochwalić przed nim jedynie zbudowanym jeszcze przed wojną, wyglądającym trochę jak Warszawa M-20 w kreskówkowym wydaniu, prototypem o nazwie Atom. Brown był pod takim wrażeniem tej konstrukcji, że z miejsca zakupił całą firmę za 20 500 funtów.

Źródło: Aston Martin

Era Davida Browna

Osobliwy Atom był ucieleśnieniem ewolucji przedwojennego Aston Martina, który ze specjalisty od małych i surowych wozów sportowych miał ambicję przeistoczyć się w producenta przyjaźniejszych szerszemu gronu ekskluzywnych modeli na ulice. Mając już gotową bardzo nowoczesną jak na tamte czasy stalową ramę przestrzenną z modelu Atom, Brown słusznie zauważył, że stosowane dotychczas przez markę silniki górnozaworowe o sportowym pochodzeniu nie pasują do jego wizji przyszłych wozów ze skrzydlatym logo na masce. Zamiast jednak zajmować się żmudnym tworzeniem nowego motoru, nastawiony na skuteczne rozwiązania biznesmen wybrał się na kolejne zakupy i stał się właścicielem jeszcze jednego brytyjskiego producenta samochodów, firmy Lagonda.

Brown zrobił to dla pozyskania produkowanego przez nią udanego sześciocylindrowego silnika z dwoma wałkami rozrządu autorstwa samego W.O. Bentleya, który założoną przez siebie markę opuścił jeszcze przed wojną. Stosunkowo skromny, liczący 2,6 litra pojemności skokowej nowoczesny motor był idealnym kompromisem na stawiające wiele wyzwań powojenne czasy. Zanim jeszcze umowa z Lagondą została sfinalizowana, Aston Martin wypuścił pod nowymi rządami model zbudowany ze starych części – zdradzające już nowe ambicje, ale dalej tworzone starymi metodami GT nazywane po prostu "2-Litre Sports”.

Źródło: Aston Martin

Dzisiaj jest już pamiętane pod nieoficjalną nazwą DB1, bo to właśnie z niego wywodził się zaprezentowany po raz pierwszy wiosną 1950 roku na targach motoryzacyjnych w Nowym Jorku Aston Martin DB2. Wyposażone w nowy silnik atrakcyjne, brytyjskie gran turismo z aerodynamicznym nadwoziem zaprojektowanym przez Franka Feeleya z miejsca okazało się tak wielkim hitem, że niewielkie warsztaty produkcyjne w Newport Pagnell nie nadążały z realizacją zleceń. David Brown osiągnął swój cel – ściągnął do marki nowy typ klientów: możnych elegantów, którzy cenili sobie styl, komfort i osiągi. Marka przez cały czas pozostawała jednak blisko swoich tradycji sportowych. DB2 okazał się zręcznym zawodnikiem, który już cztery miesiące po swoim debiucie zdobył dwa pierwsze miejsca w swojej klasie w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. W swojej długiej i udanej historii, która trwała aż do 1959 roku, parokrotnie modernizowany DB2 wygrał także swoją klasę w rajdzie Monte Carlo.

Jeszcze przed tym rajdowym sukcesem, który nastąpił w roku 1955, Aston Martin miał już swój model dużo lepiej przygotowany do wyścigowych wyzwań: wyprodukowany tylko w pojedynczych sztukach, przeznaczony ściśle na tor wyścigowy model DB3. Prawdziwym następcą DB2 miał być dopiero zaprezentowany w 1958 roku na targach w Londynie DB4. I był to godny następca: kolejny wielki sukces Davidowi Brownowi przyniosło eleganckie GT z pięknym nadwoziem zaprojektowanym przez włoskie studio projektowe Carrozzeria Touring, wspartym na ich autorskiej metodzie super-lekkiej konstrukcji nośnej wykonanej z cienkich rurek, nazywanej Superleggera. Tak jak zawsze układała się współpraca pomiędzy krawcami z Savile Row a Neapolu, tak i tutaj to partnerstwo było efektem naturalnego zrozumienia i przyniosło wspaniałe efekty.

W tej układance pojawił się także wątek polski. Jednym z głównych czynników wpływających na sukces DB4 był rewelacyjny nowy silnik, 3,7-litrowa rzędowa szóstka z aluminiową głowicą o mocy 240 KM autorstwa inżyniera Tadeusza Marka. Uzdolniony polski konstruktor miał być siłą napędową Aston Martina – dosłownie i w przenośni – przez wiele kolejnych dekad. Wymyślone przez niego od zera imponujące V8 o pojemności 5,3 litra napędzało kolejne odsłony dużych GT marki przez cały przekrój lat 1969 – 2000.

Z pomocą Jamesa Bonda

Źródło: Aston Martin

Nim jednak do tego doszło, model DB4 przeszedł przez całe lata 60. konsekwentną ewolucję naznaczoną odsłonami DB5 i DB6, które odświeżały projekt nadwozia, przynosiły dodatkowe wygody i większą moc rzędowego silnika (ostatecznie 285 KM). Choć DB5 był produkowany stosunkowo krótko – przez dwa lata zdążono zbudować tylko nieco ponad tysiąc egzemplarzy – to bez wątpienia pozostaje po dziś dzień jednym z najsłynniejszych w historii modeli noszących inicjały Davida Browna. Stało się tak za sprawą kolejnej postaci, tym razem wyimaginowanej. Światową sławę temu modelowi – jak i całej marce – przyniósł występ u boku Jamesa Bonda w filmie Goldfinger oraz wielu z jego kontynuacji.

Jedno z najbardziej udanych product placementów w historii show biznesu rodziło się w bólach. Ian Fleming w końcu w większości ze swoich nowel o agencie Jej Brytyjskiej Mości usadzał go za kierownicą Bentleyów, czasem tylko dając mu poprowadzić na kartkach książek starszego DB2 serii trzeciej. Aston Martin nie przyjął producentów tego przyszłego kinowego hitu zbyt ciepło, ale z czasem przekonał się do ich pomysłu i do filmu udostępnił pierwszy, prototypowy egzemplarz najnowszego wtedy modelu DB5. Do samego samochodu przekonali się także twórcy filmu, którzy pomiędzy napisaniem scenariusza a realizacją zdjęć zaczęli go obwieszać coraz to kolejnymi gadżetami, które w końcu stały się nieodłączną częścią uroku oglądania przygód Jamesa Bonda.

Równolegle swoje prace nad tym modelem prowadził także Aston Martin, który na targach motoryzacyjnych w Londynie w roku 1965 pokazał finałowy model z tej serii – DB6. Od swojego poprzednika różnił się on tylko paroma szczegółami. Na prawdziwy przełom trzeba było poczekać jeszcze chwilę, do roku 1967, gdy równolegle zaczął być produkowany zupełnie nowy model DBS. Jego nowoczesne nadwozie nie przypominało żadnego innego Aston Martina do tej pory, a po dwóch latach produkcji pod jego maskę zagościł równie przełomowy dla marki silnik V8 polskiego konstruktora.

Rewolucja z Mille Miglia w tle

Źródło: Aston Martin

DBS nie uratował jednak firmy przed problemami finansowymi, które dopadły brytyjską manufakturę w obliczu kryzysu naftowego początku lat 70. W roku 1972 drogi Aston Martina i Davida Browna się w końcu rozeszły. Wraz z jego odejściem z firmy zniknęły na długo modele z inicjałami DB w nazwie. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że zniknął też dobry duch firmy. Podobnie jak przed przybyciem Davida Browna, tak i teraz firmę trapiła seria bankructw, z których wybawiali ją kolejni milionerzy-zapaleńcy.

Co ciekawe, znamienny zwrot w historii Aston Martina nastąpił podczas… Mille Miglia. To właśnie w czasie trwania tego rajdu w 1987 roku hrabina Maggi – córka jednego z Czterech Muszkieterów, którzy zorganizowali pierwszą edycję tego najpiękniejszego wyścigu świata sześć dekad wcześniej – przyjęła w swoim domu pewnych ważnych gości. Wśród nich był ówczesny właściciel Aston Martina Victor Gauntlett jak i Walter Hayes, wiceprezes Forda w Europie. Ich rozmowa miała być brzemienna w skutkach: jeszcze pod koniec lat 80. ten gigant motoryzacji wykupił część znów podupadającej brytyjskiej firmy. W 1994 roku ukończył budowę nowej fabryki w Bloxham, z której rok później zaczęły zjeżdżać pierwsze egzemplarze zupełnie nowego modelu.

W nadziei na powrotu marki do jej złotych czasów nazwano go DB7. Ford chciał tym gestem pokazać, że zaczął tam, gdzie skończył David Brown. Już w 1998 roku zbudowano dwutysięczny egzemplarz DB7, a w 2002 – sześciotysięczny, przekraczając tym samym wielkość produkcji wszystkich dotychczasowych modeli z serii DB razem wziętych. Dla niewielkiej marki, która jeszcze parę lat wcześniej wytwarzała sięgające modelu DBS przestarzałe konstrukcje tradycyjnymi metodami z użyciem koła angielskiego, był to wielki przełom.

Aston Martin potwierdził swoją pozycję jednego z liderów segmentu superaut wraz z kolejnymi atrakcyjnymi modelami: sportowym Vanquishem i mniejszym Vantage. Sercem marki niezmiennie pozostawał stojący w gamie pomiędzy nimi model z serii DB, teraz już DB9, awansujący wobec poprzednika o dwa numerki w nazwie by pokazać, jak wielki postęp zaliczył. Gdy Ford postanowił pozbyć się swoich luksusowych marek – w tym i Aston Martina – w 2007 roku, ta brytyjska marka utrzymała się w rękach prywatnych inwestorów w decydującej mierze właśnie dzięki sukcesowi tego kolejnego, bosko pięknego z modeli DB.

Teraz, po latach zawirowań wokół właścicieli – niechlubnej tradycji Aston Martina – wszystko wskazuje na to, że ta wspaniała i zasługująca na sukces firma ustabilizowała swoją sytuację pod wodzą bardzo ambitnego i zaradnego prezesa, Brytyjczyka Andy’ego Palmera. Kondycję firmy najlepiej oddaje oczywiście kunszt kolejnego z modeli z DB w nazwie – teraz już DB11.

Poleć tę relację znajomym
Udostępnij Tweetnij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.